9 - On był żalem, którym oczy błyszczą mi.



Niechcący trącając łokciem jakąś starszą panią uśmiechnęłam się przepraszająco w jej stronę. Baczniej obserwując otoczenie niepewnie weszłam do budynku gdzie mieściło się nasze biuro. Ten tydzień urlopu,który wzięłam zaraz po powrocie z Warszawy, miał mi pozwolić chociaż w niewielkim stopniu uporać się z własnymi uczuciami. Siedem dni pozbawionych obecności Michała jeszcze do niedawna wydawały się być niczym błogosławieństwo i dopiero dzisiejszego ranka powracające wyrzuty sumienia nie dawały mi spokoju. Jak mogłam okazać się, aż taką egoistką? Teraz kiedy on tak bardzo potrzebował czyjeś obecności ja najzwyczajniej w świecie postanowiłam sobie od niego 'odpocząć’.Zostawiłam go samego z tym wszystkim mając nadzieję, że tak będzie lepiej i dla mnie i dla niego, niestety nic bardziej mylnego. Jadąc do pracy w wyobraźni zdążyłam już odtworzyć wszystkie możliwe czarne scenariusze, a mój niepokój potęgował fakt, że komórka Michała uparcie milczała. Musiałam sprawdzić czy wszystko jest z nim w porządku dlatego postanowiłam, że szybko podrzucę Robertowi kilka dokumentów, a następnie niezwłocznie udam się do domu Bąkiewicza i z nim porozmawiam.Na pewno było mu z tym wszystkim ciężko, a ja zamiast być przy nim relaksowałam się w ramionach Damiana.
Pieprzona kretynka! 
Wchodząc do biura lekkim skinieniem głowy przywitałam się z Weroniką,która przekopując się przez stos papierów na biurku najwyraźniej czegoś szukała.
- Cześć Anita, dobrze, że jesteś. Masz gościa.
- Michał? – moje serce mimowolnie zabiło dwa razy szybciej
Blondynka kręcąc głową zaprzeczyła. Już sama nie wiedziałam czy powinnam była się z tego faktu cieszyć czy jeszcze bardziej zmartwić. W końcu Bąkiewicz był dorosłym, inteligentnym mężczyzną i na pewno nie zrobiłby żadnego głupstwa to tylko moja chora wyobraźnia płata mi figle ze strachu przed tym, że mogłabym go stracić. Nie miałam co się oszukiwać, chociaż w myśl zasady: ‘co z oczu to z serca ‘ starałam usilnie wmówić sobie, że z dala od Michała szybciej o nim zapomnę to prawda była taka, że im dłużej go nie widziałam tym bardziej tęskniłam za magią jego spojrzenia. Był moim uzależnieniem, moją słodką kokainą od której nigdy się nie uwolnię.
W pośpiechu odwieszając swój płaszcz na wieszak udałam się do mojego gabinetu. Wysoki szatyn o lazurowych tęczówkach siedząc na jednym z krzeseł bawił się długopisem. Uśmiechając się delikatnie podeszłam do niego i ostrożnie musnęłam jego policzek swoimi wargami.
- Cześć Bartek. Coś się stało, że odwiedziłeś mnie w pracy?  - wymijając go usiadłam w swoim fotelu
Kurek głośno westchnął, a na jego twarzy nie było nawet śladu po tym szczerym uśmiechy, który zawsze wyróżniał go z tłumu.
- W sumie to nie wiem. Chciałem się dowiedzieć czy może rozmawiałaś ostatnio z Anią?
Aż wstyd było się przyznać, ale nie dość że przez ostatni tydzień unikałam jakiegokolwiek kontaktu z Bąkiewiczem to na dodatek swoje życie towarzyskie ograniczyłam jedynie do osoby Damiana. Już sama dokładnie nie pamiętałam kiedy po raz ostatni wyszłam z przyjaciółką na kawę i spokojnie porozmawiałam.
- Niestety nie, a coś się stało?
- Ostatnio dziwnie się zachowuje. Unika mnie, nie chcę nigdzie wychodzić, nie pozwala się dotknąć. Nie chodzi na zajęcia, nie chodzi do klubu cały czas siedzi tylko w sypialni. Próbowałem z nią na ten temat porozmawiać, ale za każdym razem ona mnie zbywa jakimiś oklepanymi tekstami, że nic jej nie jest. A ja po prostu się o nią martwię. Chcę jej pomóc, ale jak mogę zrobić cokolwiek skoro nawet nie wiem o co w tym wszystkim chodzi?
- Bartek chyba nie chcesz mnie prosić, żebym śledziła swoją przyjaciółkę?
- Nie, nie, nie. – szatyn energicznie pokręcił głową – Chodziło mi raczej o to, żebyś z nią porozmawiała. Boję się o nią.
- Dobrze jeszcze dzisiaj do niej zadzwonię i umówię się na kawę i ciastko, dobrze?
- Dziękuje. – uśmiechając się delikatnie w moją stronę Bartek odetchnął z ulgą – Może tobie powie co się stało.
- Postaram się z niej to wyciągnąć.
Odwzajemniając gest głośno zaczerpnęłam powietrza. Musiałam się go o to spytać. Narastające wyrzuty sumienia coraz bardziej zaczynały mi ciążyć i wiedziałam, że jeśli coś stało by się Bąkiewiczowi to nigdy w życiu bym sobie tego nie wybaczyła.
- Bartek, a teraz ja mam pytanie do ciebie.
- Tak?
- Widziałeś się może z Michałem.
- Tak, wczoraj. - mimowolnie na mojej twarzy pojawił się uśmiech jednakim Kurek dalej komentował swoje spotkanie z przyjacielem, tym szybciej grymas ten znikał – Szczerze to nie wyglądał najlepiej. Powiedział mi o Natalii, o tym co mu zrobiła. A ja myślałem, że to taka porządna dziewczyna z niej, ale najwyraźniej pozory mylą. Ale mówił, że tobie zawdzięcza bardzo dużo.
Momentalnie się prostując starałam się nadać swojej pozie jak najwięcej naturalności chociaż moje serce o mało nie wyskoczyło z piersi, a dłonie zaczęły niemiłosiernie drzeć.
- Wykonywałam moją pracę.
- Może, ale Michał twierdził, że gdyby nie ty to zapewne załamałby się już pierwszego dnia. Tylko ty go trzymałaś w tym wszystkim. Dlatego też pomyślałem, ze skoro pomogłaś jemu  to może mogłabyś również pomóc i mi.
Resztkami sił powstrzymywałam się przed ucałowaniem Bartka za to, że przekazał mi te słowa. Może się to wydawać głupie, ale sam fakt, że Bąkiewicz nie uważał mojej pomocy za zbyt nachalną i zbyteczną sprawiło, że moje serce dosłownie fruwało. A ja głupia zamiast dalej go wspierać postanowiłam sobie odpocząć.
- Jasne Bartek. Obiecuje ci, ze jak tylko wrócę do domu zadzwonię do Ani i się z nią umówię, a teraz przepraszam cię, ale troszeczkę się śpieszę...

Wysiadając z samochodu w myślach liczyłam od jednego do dziesięciu,żeby tylko uspokoić swoje nerwy. Im mniej metrów dzieliło mnie od domu Michała tym bardziej uczucia brały nade mną górę. Zastanawiałam się co tak właściwie miałabym mu powiedzieć? Uprzejme zapytanie co słychać nawet nie wchodziło w grę. A może on wcale nie chcę, żebym coś mówiła?Może wystarczy, że siedząc obok niego w milczeniu będę oglądała razem z nim jakiś idiotyczny program w telewizji?
Weź się w garść, Anita.
Wchodząc po schodach na werandę domu Bąkiewicza wzięłam kilka głębokich wdechów. Niepewnie spojrzałam na drzwi i widząc, że są lekko uchylone zaniepokoiłam się. Nerwowo w nie pukając liczyłam na to, że w progu pojawi się siatkarz, jednak nic takiego nie miało miejsca.
- Michał, jesteś?! – cisza panująca wewnątrz mieszkania tylko powiększyła mój strach – Michał?!
Wchodząc do środka do moich nozdrzy niemal natychmiast doszedł nieprzyjemny zapach spalenizny. W pośpiechu kierując się w stronę skąd dobiegał weszłam do salonu.
- Cholera jasna! – czarne kłęby dymu dochodzące z pomieszczenia obok nie zwiastowały nic dobrego – Michał, gdzie jesteś ?!
Wydobywając z kieszeni komórkę szybko wystukałam trzycyfrowy numer na straż pożarną. Podając dyżurnemu adres ze strachem rozglądałam się po pokoju. Dym wydobywający się z kuchni nieprzyjemnie drapał w gardło i szczypał w oczy.
- Michał?! – kaszląc zdezorientowana szukałam wzrokiem Bąkiewicza
Miałam już coraz mniej powietrza, ale przecież nie mogłam uciec nie upewniając się wcześniej, że dom był pusty. Wpadając w coraz większą panikę zrobiłam kilka kroków w stronę kuchni. I wtedy go zobaczyłam.Leżał nieprzytomny na kanapie, a jego prawa dłoń bezwładnie opadała ku podłodze. Coraz ciężej oddychając pobiegłam do niego i instynktownie przytknęłam dwa palce do jego szyi, aby wyczuć puls. Był, znikomy ale był. Nachylając się nad nim nawet nie zwróciłam uwagi na silny odór alkoholu.
- Michaś obudź się, Michaś proszę. – klapiąc go po policzkach błagałam, żeby mnie nie zostawiał
Jak mogłam być, aż tak głupia i zostawić go z tym wszystkim samego.Powinnam była cały czas być przy nim, wspierać, nie dopuścić by stało się coś złego, a tymczasem wolałam udawać, że to nie moja sprawa. Jeśli on z tego nie wyjdzie, jeśli umrze nigdy sobie tego nie wybaczę, nigdy.
- Michaś skarbie proszę obudź się.
Kłęby czarnego dymu zajmowały już coraz większą powierzchnie mieszkania przypominając mi jednocześnie, że dłużej nie mogliśmy tu zostać.Zupełnie ignorując różnice nie tylko we wzroście, ale również w wadze jakie występowały pomiędzy mną a Bąkiewiczem zdecydowanym ruchem pociągnęłam go za ręce. Nie sądziłam, że mam w sobie tyle siły, ale nie mogłam go tu przecież zostawić. Jeszcze kilka minut, a pożar który miał swoje źródło w kuchni, rozprzestrzeni się na cały salon. Łapiąc go pod ramiona zaczęłam iść w stronę wyjścia z każdym krokiem czując jak krztuszący dym wypełnia całą powierzchnię moich płuc. Powoli opadałam z sił. Przedpokój który w rzeczywistości miał tylko kilka metrów długości teraz zdawał mi się mieć ogromną liczbę kilometrów. Z każdym kolejnym płytkim wdechem moje płuca coraz bardziej domagały się świeżego powietrza. Stawałam się coraz bardziej ociężała, miałam wrażenie, ze całe moje ciało przeszywa przeraźliwy ogień. Słysząc trzask jakiegoś mebla w kuchni przestraszona skuliłam głowę nie zwracając uwagi na porozrzucane na przedpokoju rzeczy. I to był mój błąd. Potykając się o jakiś przedmiot z impetem poleciałam do tyłu uderzając się głową o zimne kafelki. Oczy zaszły mi mgłą, a ostatnim zdarzeniem  jakie zdążyłam dostrzec było przygniecenie mnie do podłogi przez ciężar bezwładnego ciała Michała. A potem nie czułam już nic, tylko błogi spokój i ciszę, które wypełniały każdy milimetr mojego ciała oraz umysłu...

GODZINĘ PÓŹNIEJ
Biegnąc przez szpitalny korytarz Damian rozglądał się dookoła. Był przerażony. W momencie gdy zadzwoniła do niego policja z wiadomością,że osobą poszkodowaną w pożarze domu Bąkiewicza była Anita nie marzył już o niczym innym jak o tym, żeby to był jakiś kiepski żart. On nie mógł jej tak po prostu stracić, jej nie mogło się nic stać.
Powinieneś ją chronić kretynie. 
Przecież jej to obiecał. Przyrzekał jej, że nigdy nie pozwoli aby ktoś lub coś ją skrzywdziło. Zaklinał, że będzie jej Aniołem Stróżem, że nic złego ją nie spotka, a tymczasem teraz nawet nie wiedział w jakim jest stanie.
Wbiegając do izby przyjęć potrącił jedną z pielęgniarek. Nic nie robiąc sobie z jej uszczypliwego komentarza skoncentrował się na poszukiwaniu punktu informacyjnego, jednak wtedy ją dostrzegł. Siedząc na jednym z krzeseł przy ścianie chowała twarz w dłoniach a jej ciało delikatnie drżało. Bandaż okalający jej głowę przytrzymywał średniego rozmiaru opatrunek.
- Anitka. – podbiegając do niej zamknął ją w swoim silnym uścisku – Skarbie nic ci nie jest? Tak się o ciebie martwiłem.
- Damian to wszystko moja winna.  – wtulając się mocniej w jego tors dziewczyna łkała cichutko – To przeze mnie Michał teraz tu leży. Jak mogłam go z tym wszystkim zostawić?
- Co ty wygadujesz, kochanie? To nie jest twoja winna.
- Jak weszłam on tam leżał, nieprzytomny, to wszystko przeze mnie.
- Cichutko skarbie. Nie myśl teraz o tym. – głaszcząc ją po plecach w duchu dziękował Bogu, że nic poważniejszego jej się nie stało – Jestem przy tobie...


***
Witam, witam. Jak na razie jestem tu na czas, zgodnie z daną tydzień temu obietnicą. Jak to wyszło, to już należy do Waszej oceny. Mam nadzieję, że nie sprawiłam zawodu. Następny odcinek planowany jest na 'Mistrzowski tydzień' więc mam nadzieje, że pomimo tej całej gorączki z tym związanej znajdę wystarczająco dużo czasu żeby coś naskrobać.Dziękuje za wszystkie komentarze pod ostatnim odcinkiem i do następnego.