20 - Nagle nie ma Cię, nie ma nas




Uderzając z w drzwi wejściowe Bąkiewicz miał nadzieję, że za chwilę usłyszy kroki, a w progu pojawi się wątła sylwetka ukochanej kobiety. Siatkarz doskonale wiedział, że gdyby tylko od początku  mówił prawdę, to zapewne teraz oboje byliby w zupełnie innym miejscu… razem. Natalia była już przecież przeszłością i to właśnie z rudowłosą Michał chciał ułożyć swoje życie na nowo. Tymczasem na własne życie, plącząc się w pajęczynie kłamstw, sprawił, że dziewczyna, którą kochał odeszła.
- Anita! Anita wpuść mnie! – z początku delikatne pukanie szybko przerodziło się w głośne walenie – Przecież wiem, że tam jesteś. Anita wpuść mnie! – po raz kolejny nie uzyskując żadnej odpowiedzi brunet zdecydowanie pociągnął za klamkę
Drzwi były zamknięte. Mocniej zaciskając pięści mężczyzna jeszcze bardziej energiczniej zaczął uderzać w drewno. Dziewczyna musiała tam być! Nie odbierała telefonu, nie odpisywała na SMS-y, a teraz nie chciała wpuścić go do mieszkania, a przecież on musiał jej wszystko wytłumaczyć. To nie mogło się tak po prostu skończyć, nie w tak banalny sposób!
- Anita, do cholery!
Do uszu Michała doszedł dźwięk przekręcanego zamka w drzwiach, a po chwili w progu mieszkania naprzeciwko pojawiła się kobieta w średnim wieku. Z wałkami na głowie i flanelowym szlafroku z oburzeniem spojrzała na Bąkiewicza.
- I czego się tam tak drze?! Wie która godzina?! Po policję zaraz zadzwonię.   
- Wie pani czy sąsiadka jest w domu? – zupełnie ignorując groźby kierowane pod jego adresem, Michał skierował swój wzrok na kobietę
- A wiem, a pewnie, że wiem. Spakowała się w jakieś walizki i wyjechała. Po objętości bagażu raczej za prędko się tu nie pojawi.
Po całym ciele bruneta przebieg nieprzyjemny, zimny dreszcz. Nie siląc się na żadne uprzejmości w pośpiechu zaczął zbiegać ze schodów nawet nie odpowiadając na krzyki ciekawskiej sąsiadki. Musiał jak najszybciej dowiedzieć się gdzie wyjechała rudowłosa i tylko jedna osoba z pewnością to wiedziała.
Anka.
Jadąc do mieszkania w którym Ania i Bartek uwili sobie miłosne gniazdko Bąkiewicz złamał wszystkie możliwe przepisy drogowe. Podświadomie przeczuwał, że walizki i wyjazd Anity mogą oznaczać tylko jedno, jednak instynktownie odsuwał od siebie tę wizję, twierdząc, że jest najczarniejszym z możliwych scenariuszy. Przecież ona nie mogłaby tak po prostu spakować się i uciec na drugi koniec świata. Nie zrobiłaby mu tego. Nawet jeśli ostatnio pomiędzy nimi dochodziło do jakiś kłótni to jednak oboje wiedzieli jakim uczuciem się darzą.
Cholera, Bąkiewicz!
Parkując przed blokiem, w którym mieszkali ich wspólni przyjaciele, brunet nawet nie zamknął samochodu. Wbiegając po kilka schodów naraz w parę sekund znalazł się pod drzwiami mieszkania Anki i Bartosza. Mocno uderzając w drewno brunet non stop, niczym mantrę, powtarzał wciąż te same słowa: „Ona nie mogła uciec, nie mogła” .
Stając w progu Kurek spojrzał na Bąkiewicza zaspanym wzrokiem. Szerzej otwierając drzwi szatyn przetarł dłońmi oczy.
- Bąku czyś ty na głowę upadł? Wiesz, która jest godzina?
- Gdzie ona jest?!
- O czym ty mówisz?
- Gadaj mi gdzie jest Anita! – powoli brunet tracił panowanie nad swoimi emocjami – Jestem pewny, że wiecie gdzie ona pojechała!
- Uspokój się. Tak nie będziemy rozmawiać. – krzyżując ręce na torsie Bartosz spojrzał uważnie na przyjaciela
- Ja nie przyszedłem, żeby z tobą rozmawiać. Chcę tylko żebyś mi powiedział gdzie jest Anita!
- Ona chce wyjechać do Damiana, Michał. – cichy szept blondynki przerwał ostrą wymianę zdań pomiędzy przyjaciółmi
- Co ty powiedziałaś? – opierając się plecami o ścianę Bąkiewicz delikatnie pokręcił głową – Powiedz, że to nie prawda.
- Dowiedziała się o tobie i Natalii. Nie chciała stać na drodze do obudowania waszej rodziny, więc chce wylecieć do Australii. Za dwie godziny ma samolot.
- Ale przecież to nie tak. – przecierając dłońmi twarz siatkarz westchnął głośno – Cholernie nie tak.
Nie zważając na obecność Ani i Bartka Michał wyciągnął z kieszeni płaszcza telefon komórkowy. Nie było szans, żeby zdążył na lotnisko. Miał już tylko jedną, ostatanią szansę… Anita musiała tylko odebrać telefon…

PERSPEKTYWA ANITY
Siedząc w taksówce, która miała mnie zawieźć na lotnisko, z trudem powstrzymywałam nagromadzone pod powiekami łzy. W torebce wciąż słyszałamwibrujący telefon jednak nie miałam siły, żeby po niego sięgać. Przecież i tak wiedziałam, że to Michał. Bałam się odebrać od niego połączenia, w końcu doskonale zdawałam sobie sprawę z tego jak to wszystko wyglądało – krótka nic wyjaśniająca wiadomość, nie odbieranie telefonów, nie odpisywanie na SMS-y… tak uciekłam, po prostu stchórzyłam. Wiedziałam, że nie powinnam była tak postąpić, ale na obecną chwile nie potrafiłam inaczej. Przecież widziałam te wiadomości Bąkiewicza z żoną, oni nadal się kochali, a ja nie miałam prawa stawać na drodze do ich wspólnego szczęścia, nawet jeśli moje serce wyrywało się do przyjmującego.
Wyglądając przez okno samochodu i orientując się w jakim miejscu jestem mimowolnie zacisnęłam dłonie na klamce.
- Proszę się zatrzymać. – zwracając się do kierowcy próbowałam nadać swojemu głosowi jak najbardziej naturalny ton
- Tutaj? Przecież tutaj nie można.
- Tylko na chwilkę. Proszę.
Mężczyzna, nie bez małych oporów, zaparkował auto przy chodniku. W pośpiechu wysiadając z taksówki głęboko oddychałam chcąc unormować drżenie swojego ciała. Dobiegając do swojego docelowego miejsca mocno zacisnęłam palce na metalowej barierce… to było nasze miejsce… moje i Michała, to właśnie tutaj po raz pierwszy usłyszałam on niego te dwa magiczne słowa… kocham cię…

Zaciekawiona uważnie rozglądałam się dookoła próbując zorientować się gdzie jesteśmy. Miałam cichą nadzieję, że Bąkiewicz zabierze mnie w jakieś ustronne, pełne tajemniczości miejsce, które będzie sprzyjało miłosny wyznaniom, więc gdy siatkarz zatrzymał się przy moście Świętokrzyski, nawet nie próbowałam ukryć rozczarowania.
- No nie powiem, żeby było to wyjątkowo romantyczne. – zironizowałam wychodząc z samochodu
- Nie marudź tylko chodź. – Michał śmiejąc się głośno podszedł do mnie – Zamknij oczy.
- Co ty znowu wymyśliłeś?
- Zaraz się przekonasz, tylko zamknij oczy.
- Ale, Michał…
- Ufasz mi?
Jego czekoladowe tęczówki przeszywały mnie na wskroś. Oczywiście, że mu ufałam. Wiedziałam, że mimo wszystko mogę na niego liczyć i jeśli on teraz prosił mnie o tak banalną rzecz to nie miałam żadnych powodów, aby tego nie robić. Uśmiechając się delikatnie pod nosem przymrużyłam powieki i w tym samym momencie poczułam jak ciepłe dłonie Michała oplatają moją talię.
- Nie bój się. Nic ci przy mnie nie grozi.
Moje serce o mało nie wyskoczyło z piersi, kiedy usłyszałam nad swoim uchem jego czuły szept. Pozwalając Bąkiewiczowi się prowadzić próbowałam unormować swój przyśpieszony puls, z marnym skutkiem.
- Jeszcze tylko chwilka, już prawie jesteśmy.
Kilka sekund później brunet ostrożnie położył moje dłonie na metalowych barierkach.
- Już możesz otworzyć oczy.
Biorąc głęboki wdech spełniam jego prośbę i w jednej chwili zakochuje się w widoku, który obserwuje. Noc już na dobre zagościła w Warszawie i pogrążone w mroku miasto zdawało się być uśpione. Daleko w tle majaczyła oświetlona sylwetka Pałacu Kultury, a uliczne latarnie dawały niesamowitą aurę przytulności i ciepła.
- I jak?
- To jest coś niezwykłego.
- Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem ten widok obiecałem sobie, że kiedyś pokażę go kobiecie, która będzie miała szczególne miejsce w moim sercu.
Uśmiechając się gorzko pod nosem próbowałam zapanować nad drżeniem swojego ciała, ale natarczywe myśli o tym, czy Natalia również tu była nie dawały mi spokoju. Już chciałam się o to spytać, lecz ciepły oddech Michała na mojej odsłoniętej szyi sprawiał, że wariowałam.
- Kocham cię, Anita.

Pewniej obejmując palcami metalową poręcz pozwoliłam łzom wolno toczyć się po policzkach. Słysząc wciąż dobiegające z torebki wibracje postanowiłam raz na zawsze to zakończyć… właśnie tutaj – w miejscu gdzie wszystko się zaczęło. Wydobywając dzwoniący telefon wzięłam głęboki wdech. Naciskając zieloną słuchawkę wierzchem dłoni wytarłam mokre ślady, które pozostawiły po sobie spływające kropelki słonej cieczy.
- Anitka! Wreszcie odebrałaś. Kochanie Ty nie możesz wyjechać, rozumiesz. Nie możesz!
- To koniec, Michał. Nie dzwoń, nie pisz, zapomnij.
- Co ty za głupoty wygadujesz, Królewno?!
- Bądź z nią szczęśliwy.
- Anita do cholery, przestać się wygłupiać! Ja cię kocham rozumiesz? Kocham cię!
Nie słuchałam dalej. Wyrzucając telefon za barierkę dałam całkowity upust swoim emocjom. Łkając chowam twarz dłoniach. Nigdy nie sądziłam, że tak wypowiedzenie kilku zdań przysporzy mi tyle bólu. Nie miałam jednak więcej czasu na użalenie się nad sobą, a odgłos klaksonu taksówki tylko mi o tym przypomniał. Na miękkich jak z waty nogach z powrotem wróciłam do samochodu. Wsiadając zauważyłam przerażenie malujące się na twarzy kierowcy.
- Wszystko w porządku? – jego zatroskany głos zdawał się dochodzić z jakieś ogromnej odległości chociaż w rzeczywistości dzieliły nas centymetry
- Tak. – zmuszając się do uśmiechu nie mogłam nic poradzić na łzy, które wciąż wydobywały się spod moich powiek – Niech pan jedzie.
Odwracając wzrok w stronę okna zagryzłam wargi chcąc stłamsić szloch. Za niespełna dwie godziny miałam samolot, który miał mnie przetransportować na drugi koniec świata… w Sydney miałam zacząć nowe życie u boku Damiana, który nigdy nie będzie moim Michałem…


KONIEC


***

No cóż i takim oto sposobem dobrnęliśmy do końca tej historii. W tym miejscu losy Michała i Anity oraz Bartka i Ani dobiegły końca. Jedni są szczęśliwi, drudzy muszą przełknąć gorzki smak rozczarowania. Być może końcówka nie usatysfakcjonuje Was, zarówno pod względem treści jak i „podania”, niemniej jednak ja cieszę się, że udało mi się doprowadzić kolejną, piątą już, historię do końca. 

Korzystając z okazji chciałabym Wam podziękować za to, że byłyście ze mną kiedy miałam chwilę zwątpienia, że mnie wspierałyście swoimi słowami, komentarzami, to naprawdę pomaga, wierzcie mi. Jesteście po prostu GENIALNE, WIELKIE, WSPANIAŁE, KOCHANE!


A teraz nie pozostaje mi już nic innego jak tylko pożegnać się z Wami na tym blogu. Pozostaje jeszcze na


oraz


Więc jeszcze przez jakiś czas Was pomęczę swoimi wypocinami.

Gdzie niebawem wrócę z nowymi odcinkami, a tymczasem teraz historię Michała, Anity, Bartosza i Ani uważam za definitywnie skończoną.



Wasza, Tea



19 - Dziś żegnam sen co się prześnił





Niepewnie spojrzałam na Bartka, który wyciągając moje walizki z bagażnika swojego samochodu uśmiechnął się do mnie delikatnie. Ania, stojąca tuż obok mnie mocniej zacisnęła swoją dłoń na mojej. Kierując na nią swój wzrok w sztucznym uśmiechu próbowałam ukryć wszystkie te uczucia, które mną targały. Z jednej strony nie chcę wyjeżdżać, ale z drugiej wiem, że gdybym została moja konfrontacja z Bąkiewiczem nie należałby do najprzyjemniejszych. On już wybrał… chce ułożyć sobie na nowo życie z Natalią, w innym wypadku dlaczego by z nią pisał i przedłużał swój pobyt w Piotrkowie? Skoro Michał podjął decyzję, ja nie mam prawa stawać na drodze jego szczęścia.
- Anita, wszystko  w porządku?  - cichy szept Ani wyrywał mnie z natłoku myśli – Jesteś strasznie blada.
Lekko kiwając głową posyłałam jej kolejny, sztuczny uśmiech. Cieszy mnie jedynie fakt, że pomiędzy nią i Bartkiem wszystko układa się tak jak powinno. Blondynka, po udanej mastektomii, szybko wracała do zdrowia. Jej krótkie blond włosy okalały zaróżowione policzki, a piękne, błękitne tęczówki ponownie nabrały dawnego blasku. Zapewne gdyby nie Bartosz dziewczyna tak szybko nie doszłaby do siebie. Szatyn cały czas trwał przy niej. Nie zrażał się jej zmiennymi nastrojami, wybuchami gniewu czy kolejnymi oskarżeniami. Dla ich dwójki musiał być to z pewnością najgorszy okres w życiu, jednak wyszli z tego zwycięsko i teraz może być już tylko lepiej.
- Tak, w porządku. Po prostu jestem trochę zmęczona, ostatnie dni to jakieś szaleństwo.
Sama nie sądziłam, ze w przeciągu dwóch dób uda mi się tak po prostu spakować i zacząć wszystko od nowa. Jeszcze niespełna dwa tygodnie temu snułam plany odnośnie swojej przyszłości z Bąkiewiczem, a tymczasem teraz stałam na łódzkim dworcu czekając na pociąg do Warszawy. Na jutro miałam zabukowany bilet do Australii. Wszystkim naokoło wmawiałam, że mam już dosyć rozłąki z Damianem i zdecydowałam się na przeprowadzkę, ale prawda była zupełnie inna – uciekałam. Chciałam być jak najdalej od jednego mężczyzny, którego kochałam.
- Michał dalej nic o tym nie wie? – zrezygnowany Kurek westchnął ciężko – Nas nie oszukasz, Anita. Widzimy co się dzieję. Bąkiewicz ma wyłączony telefon, ty wyglądasz jakbyś szła na skazanie, a nie leciała do narzeczonego. Powinnaś była przynajmniej poczekać ze swoim wyjazdem dopóki Bąku nie wróci z Piotrkowa.
- Nie mogłam.
- Dlaczego?
Bałam się powiedzieć im prawdę. Przecież gdybym odłożyła swoją podróż o te kilka dni i spotkałabym się z Michałem to nie dość, że usłyszałabym o tym, ze z Natalią wrócili do siebie, to jeszcze słysząc jego głos i widząc niesamowicie brązowe tęczówki zrezygnowałbym. Zawsze byłam mało asertywna, jeśli chodziło o kontakty z Bąkiewiczem. Ślepo wierzyłam w każde jego słowo, znosiłam każdy ból, który mi zadawałam, wybaczałam wszystkie przykrości. Z pewnością teraz byłoby podobnie. Dlatego musiałam wyjechać jak najwcześniej. Jeszcze nie tak dawno zarzekałam się, że nie skorzystam z biletu, który zabukował mi jakiś czas temu Damian, a tymczasem teraz ten „niewygodny fant” okazał się być dla mnie błogosławieństwem.
- Po prostu, nie mogłam. I naprawdę nie rozmawiajmy już o tym, dobrze? Zaraz wyjeżdżam na drugi koniec świata.
Mój śmiech miał lekko rozluźnić atmosferę, niestety przyniósł odwrotny skutek. Biorąc głęboki oddech niepewnie spojrzałam w stronę peronu, na którym właśnie podstawiany był pociąg, który miał mnie zawieźć do Warszawy.
- Pomogę ci zanieść walizki do środka. – Bartek biorąc w obie dłonie moje bagaże wolnym krokiem ruszył przed siebie
Idąc tuż za nim czułam jak dłoń Ani mocno ścisnęła moją. W Bełchatowie mieszkałam tyle lat, a teraz wystarczyły mi dwie niewielki walizki,  aby spakować cały dorobek swoje życia. Widząc jak szatyn wchodzi do pociągu nadal miałam wątpliwości. Z jednej strony tak bardzo chciałam tu zostać, z drugiej wiedziałam, że Michał i tak wybrał przyszłość u boku Natalii. Nie miałam już siły, aby ponownie patrzeć na kwitnące pomiędzy nimi szczęście, a Damian zawsze mnie rozumiał. Łudziłam się, że być może właśnie blondyn sprawi, że zapomnę o Bąkiewiczu. Jeśli wyprawa na drugi koniec świata miała mi pomóc wyleczyć się z tej miłości, to musiałam zaryzykować.
- Pamiętasz, że masz do mnie dzwonić tak często jak tylko będziesz mogła. Wysłać listy, pisać SMS-y, posyłać telegramy. – śmiejąc się nerwowo Ania mocno przytuliła mnie do siebie – Po prostu obiecaj mi, że nie stracimy kontaktu.
- Nigdy się tak nie stanie. I będziecie z Bartkiem nas odwiedzać.
Z całych sił próbowałam zapanować na swoimi emocjami, jednak te wzięły nade mną górę. Szlochając odwzajemniam gest przyjaciółki. Nawet nie zdążyłam jeszcze wsiąść do pociągu, a już za nią tęskniłam. Za nią, za Bartkiem, za Robertem i Weroniką, za Bełchatowem… za Michałem… za nim najbardziej.
- Dobrze, bo jak tak będziemy dłużej stać to zaraz zamiast mnie to twój narzeczony pojedzie do drugi  koniec świata.
Po raz ostatni oplatając swoimi ramionami wątłe ciało blondynki uśmiechnęłam się delikatnie. Wchodząc do pociągu szybko znaleźliśmy z Kurkiem wolny przedział. Bartek pomógł mi położyć walizki na specjalnie przygotowanym do tego miejscu, pożegnał się ze mną po czym zapewniając, że wszystko będzie dobrze wyszedł z przedziału. Wierzchem dłoni wycierając mokre ślady łez z policzków próbowałam przekonać samą siebie, że szatyn mówił prawdę i z czasem moje życie się unormuje. Jednak w momencie kiedy usłyszałam jak pociąg rusza, a na peronie zobaczyłam machającym do mnie przyjaciół dałam całkowity upust swoim emocjom. Płacząc oskarżałam siebie o te całe zamieszanie. Gdybym tylko nie pozwoliła Michałowi zająć najważniejszego miejsca w moim sercu, teraz wszystkim byłoby łatwiej…

Z PERSPEKTYWY MICHAŁA
Widząc tabliczkę z napisem „Bełchatów” Bąkiewicz mimowolnie mocniej zacisnął ręce na kierownicy. Czuł się koszmarnie ze świadomością, że okłamał Anitę, niemniej jednak nie mógł już cofnąć czasu. Chociaż nie zdradził jej z Natalią, to jednak doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że nie powinien dopuścić do sytuacji, która miała miejsce pomiędzy nimi ostatniego wieczora.

„Uśmiechając się niepewnie w stronę brunetki Michał uniósł kieliszek z winem do ust i upił spory łyk. Po dniu spędzonym z Zuzią był wyczerpany. Mała już dawno go nie widziała, dlatego też ten tydzień spędzony z siatkarzem chciała wykorzystać w stu procentach. Na samą myśl, że już jutro Bąkiewicz musiał wracać do Bełchatowa  czuł dziwne kucie w okolicach serca. Tęsknił za Zuzką i już wiedział, że jutrzejsze pożegnanie będzie ciężkie. 
- Wymęczyła cię, co? – śmiejąc się radośnie Natalia zajęła miejsce obok niego – Potrafi dać wycisk dorosłemu.
- Jak każde dziecko w jej wieku. – odwzajemniając gest brunet oparł się wygodnie o oparcie kanapy – Ale przynajmniej teraz twardo śpi. 
- Tak. – wzdychając cicho kobieta nieznacznie zbliżyła się do siatkarza
Jej ruch, chociaż minimalny, nie uszedł uwadze Bąkiewicza. Kaszląc cicho mężczyzna, mało dyskretnie, odsunął się jeszcze bardziej w bok. 
- A tak w ogóle gdzie są rodzice? – zmieniając temat brunet próbował udawać rozluźnionego
Przyzwyczaił się do ponownej obecności żony w swoim życiu, jednak przebywanie z nią sam na sam nadal go krępowało, tym bardziej, że brunetka swoim zachowaniem jasno dawała mu do zrozumienia, że chce walczyć o ich związek. Dyskretne dotknięcia jego dłoni, ramion czy kolan, w przeciągu ostatnich dni były normalnością i chociaż Natalia ani razu nie powiedziała wprost o co jej chodzi to jednak Michał i tak wiedział po co te wszystkie zabiegi. Po tym jak Jacek ją zostawił, brunetka myślała, że ponownie znajdzie pocieszenie w ramionach Bąkiewicza… nie tym razem.
- Pojechali do siostry twojej mamy. Mówili, że wrócą jutro z samego rana.
Michał uśmiechnął się gorzko pod nosem. Nie dość, że kobieta zachowywała się tak a nie inaczej, to na dodatek w swoją intrygę wplątała jego rodziców. Jego mama przepadała za synową i  nawet po tym jak dowiedziała się o kłamstwie Natalii ciągle obstawa za nią, mając nadzieję, że jej syn da swojemu małżeństwu jeszcze jedną szansę.
- Michał.
- Tak? – delikatnie kręcąc głową siatkarza spojrzał na swoją towarzyszkę 
- Bardzo się cieszę, że zgodziłeś się do nas przyjechać. – robiąc odważny ruch kobieta napiera swoim ciałem na jego – Tęskniłyśmy za tobą, ja tęskniłam.
Jej cichy szept sprawił, że siatkarz poczuł na swoich plecach dreszcz. Prostując się, Michał zaśmiał się nerwowo. Chciał coś powiedzieć, jednak w tym momencie Natalia subtelnie musnęła swoimi wargami jego usta. Z początku zaskoczony Bąkiewicz biernie pozwalał brunetce na coraz to odważniejsze pieszczoty. Dopiero kiedy dłonie kobiety zaczęły rozpinać pasek jego spodni ostro się przeciwstawił. Przerywając pocałunek, niczym oparzony, wstał  z miejsca. 
- Co się dzieje, Michał? – brunetka nawet nie próbowała ukryć rozczarowania – Myślałam, że dasz nam jeszcze jedną szansę.
- Nas już nie ma, Natalia. – oddychając płytko siatkarz wyraźnie wypowiada każde słowo – Nie ma i nigdy nie będzie.”

Chociaż wczorajszego wieczora nic więcej się nie wydarzyło to Bąkiewicz i tak czuł się podle. Przecież kochał Anitę, a tymczasem tak niewiele brakowało, żeby wylądował z inną kobietą w łóżku. Chciał stworzyć szczęśliwy związek z rudowłosą, dlatego postanowił, że jeszcze w tym tygodniu skontaktuje się ze swoim adwokatem i pociągnie sprawę rozwodową do samego końca. Musiał wreszcie zachować się jak facet i wziąć życie we własne ręce.
Parkując pod swoim domem siatkarz uśmiechnął się delikatnie pod nosem. Jeszcze kilka godzin i z powrotem zobaczy się z Anitą. Na samą myśl o kosmykach jej płomiennorudych włosów i magicznych zielonych tęczówkach serce bruneta zabiło szybciej. To  zadziwiające, że ta rudowłosa dziewczyna tak szybko zdołała podbić jego serce i dusze. Budził się z myślą o niej, chodził na treningi z myślą o niej, rozgrywał kolejne mecze z myślą o niej, kład się spać z myślą o niej. Była obecna w każdej sekundzie jego życia i miał nadzieje, że zostanie tak już na zawsze. Będąc tuż obok niej nigdy nie myślał o Natalii. Ten rozdział w życiu uważał już za zamknięty, a ich związek, jak i sama Natalia, był dla niego już przeszłością. Dla Bąkiewicza wszystko było jasne… kochał tylko i wyłącznie Anitę.
Idąc w kierunku domu siatkarz zgarnął ze skrzynki na pocztę cały pakiet listów. Przeglądając wszystkie koperty jego uwagę przykuła jedna… czysta, bez podanego nadawcy i odbiorcy. Śpiesznie udając się do wnętrza swojego mieszkania bruneta wciąż nurtował list trzymany przez niego w dłoni. Zamykając za sobą drzwi niedbale rzucił pliczek koper na szafkę stojącą w przedpokoju i od razu rozerwał tą, która wzbudzała największą ciekawość. Wyciągając ze środka klucz, który jakiś czas temu podarował Anicie, od razu wiedział, że stało się coś złego, a czytając dołączony do koperty bilecik poczuł jak jego serce rozpada się na milion małych kawałeczków: „ Nigdy nie będę  Twoją Natalią. Anita.”

***

Tadasz! No i jestem z przedostatnią częścią historii Anity i Michała. Za jakiś czas pojawi się już ostatni odcinek, w którym dowiecie się czy wszystko skończy się źle czy też i nie. Dobrze, nie przedłużając już więcej, dziękuje za to, ze przez tyle długich miesięcy ze mną jesteście. Chyba uda nam się dobić do końca tutaj, prawda? Pozdrawiam serdecznie. Wasza Tea


18 - Nie kłam, że kochasz mnie




„Witaj, Michał. Nawet nie wiesz jak długo zastanawiałam się czy powinnam była do Ciebie napisać. Zapewne nie chcesz mnie znać i wcale Ci się nie dziwie. Zachowałam się jak kompletna idiotka i nic nie usprawiedliwia mojego zachowania. Uwierzyłam Jackowi, a ten po raz kolejny zabawił się kosztem moim i Zuzi. Ojcostwo znudziło go równie szybko jak chęć zbudowania związku ze mną. Ale nie piszę do Ciebie, żeby się żalić. Chciałam po prostu żebyś wiedział, że jakkolwiek się zachowałam to nigdy z żadnym mężczyzną nie było mi tak dobrze jak z Tobą, Michał. Nikt, nigdy nie dał mi tyle ciepła ile otrzymałam od Ciebie. Nawet nie próbuję Cię prosić o wybaczenie, a jeśli tylko chciałbyś kiedykolwiek spotkać się z Zuzią, nie będę utrudniała Wam kontaktu. Nie jesteś jej biologicznym ojcem, ale to Ty ją wychowałeś, to Ciebie kocha. Natalia”

Pisał z nią. Teraz zaczynałam rozumieć, dlaczego sprawa rozwodowa Bąkiewicza stanęła w martwym punkcie. On po prostu nie chciał kończyć ich małżeństwa. Dla Michała Natalia zawsze była, jest i będzie jedną z najważniejszych kobiet w życiu, której ja nigdy mu nie zastąpię. Chociaż ich pierwsze maile były sporadyczne, formalne i skupiały się przede wszystkim na Zuzi, o tyle od niespełna miesiąca siatkarz regularnie kontaktował się ze swoją żoną, a ich wiadomości były coraz bardziej intymne.

„Nie spotykam się z nikim, Michał. Od przygody z Jackiem nie umiałabym chyba zaufać, żadnemu innemu mężczyźnie. Tylko Ty byłeś dla mnie dobry i kiedy pomyślę sobie, że na własne życzenie Cię straciłam jestem na siebie wściekła. Natalia”

Jeszcze jakiś czas temu brunetka przekonywała mnie, że małżeństwo z Bąkiewiczem było jej największym błędem, a sam Michał był dla niej jedynie marnym zastępcą Malickiego, a czytając kolejne jej słowa miałam nieodzowne wrażenie, że Natalia chcę do niego wrócić. Po raz kolejny, kiedy Jacek ją zostawił, próbowała znaleźć pocieszenie u bruneta.

„Jesteś naprawdę wspaniałą kobietą Natalka. To, ze jakiś kretyn cię wykorzystał nie oznacza, ze wszyscy inni będą tacy sami. Powinnaś znów zacząć wierzyć w siebie i spróbować ułożyć swoje życie na nowo, nie tylko dla siebie, ale również dla Zuzki. Ucałuj ją ode mnie i powiedz, że już niedługo się spotkamy. Michał”

Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Nerwowo wycierając mokre ślady łez na policzkach jeszcze raz przeczytałam wiadomość, która wysłał Natalii Bąkiewicz. Wszystko nagle zaczęło mi się układać w jedną, spójną całość.  Michał nigdy nie przestał kochać swojej żony, a ja byłam dla niego nikim… marną, próbą zastąpienia ukochanej kobiety.

„W następnym tygodniu przyjedziemy do Piotrkowa. Twoja mama bardzo nalegała na spotkanie z Zuzią i nie mogłam jej odmówić. Ona też traktuje Zuzkę jak swoją wnuczkę. Jeśli tylko chcesz również przyjedź. Mała się ucieszy. Natalia”

Klikając na wiadomość wysłaną przez Michała modliłam się, żeby nie zgodził się na to spotkanie. Oczywiście, nie mogłam zabronić mu kontaktu z Zuzią, jednak wiedziałam, że kiedy tylko ponownie zobaczy się z Natalią, nasz związek przejdzie do historii. Nigdy nie wygram z brunetką, mogłabym się starać, próbować walczyć o naszą miłość, ale Bąkiewicz i tak wybrałby żonę. Czytając jego krótki, treściwy mail czułam jak moje serce rozpadało się na tysiące małych kawałeczków.

„Będę na pewno. Stęskniłem się. Michał”

Dźwięk otwieranych drzwi sprawił, że gwałtownie się wyprostowałam. W pośpiechu wyłączając pocztę siatkarza, zamknęłam laptop i z lekkim niepokojem spojrzałam na wejście do sypialni. Zdawałam sobie sprawę z tego, że z rozmazanym makijażem muszę wyglądać koszmarnie, ale w tym momencie nie obchodziło mnie to, że Michał domyśli się, że płakałam. Przez cały czas trwania naszego romansu okłamywał mnie.
- Anitka. – wchodząc do pomieszczenia brunet uśmiechnął się niepewnie w moim kierunku – Przepraszam, znowu mnie poniosło. Mam nadzieję, że się nie gniewasz. – wyciągając za pleców niewielki bukiecik białych róż Bąkiewicz podchodzi bliżej mnie i kucając przy krześle opiera swoje dłonie na moich kolanach – Skarbie?
Tak bardzo chciałabym, aby mówił prawdę. Wpatrując się w zapłakanym spojrzeniem w jego czekoladowe tęczówki pragnęłam dostrzec ten blask, który widziałam na początku naszego związku. Tylko, że teraz nie widziałam w nich nic, nawet cienia zainteresowania.
- Kochanie, no powiedź coś. – jego palce ostrożnie muskają mój policzek, a ja przymrużając powieki wtuliłam się twarzą w jego dłoń – Już dobrze?
Delikatnie kiwnęłam głową. Wiem, że zachowuję się irracjonalnie, ale nie chciałam, żeby nasza bajka tak po prostu się skończyła. Zbyt bardzo go kocham, żeby go stracić. Mógł więc mnie ranić, a ja i tak zawsze mu wybaczałam… tym razem też.  Musiałam wiedzieć tylko jedno, co takiego Bąkiewicz czuje do Natalii.
- Wiesz Michał, pomyślałam, że może moglibyśmy się wybrać gdzieś razem? Odreagowalibyśmy stres ostatnich dni, co ty na to?
- Świetny pomysł. – na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech, a w policzkach dostrzegłam dołeczki, które tak uwielbiałam – Gdzie chciałabyś pojechać?
- Może Zakopane? Uwielbiam góry zimą. – moje palce splatają się z jego dużymi, silnymi dłońmi
- Wyśmienicie. Tylko kiedy?

„W następnym tygodniu przyjedziemy do Piotrkowa… Jeśli tylko chcesz również przyjedź …Natalia”

- W następnym tygodniu? Mówiłeś ostatnio, że może uda ci się wziąć kilka dni wolnego .
Brunet od razu poważnieje i zwalniając uścisk swoich dłoni wstaje z miejsca.
- W następnym tygodniu nie mogę. – niepewnie na mnie spoglądając uśmiecha się nerwowo
- Dlaczego?
- Jadę do Piotrkowa.
Przecież wiedziałam, że tak odpowie. Doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że Michał tam pojedzie, dlaczego więc mimo wszystko czułam te nieprzyjemne ukucie w okolicy serca?
- Do rodziców?
- Nie. Marek prosił mnie żebym do nich przyjechał i pomógł im w remontach. Chcą przemeblować małej pokój, a że to mój brat to się zgodziłem.
Kłamał. Patrząc na mnie tymi swoimi tęczówkami w kolorze mlecznej czekolady wymyślał kolejne historyjki zapewne mając nadzieję, ze nigdy nie dowiem się prawdy.
- Ale nie gniewasz się?  - jego nerwowy uśmiech zamiast denerwować jedynie przysparza jeszcze więcej bólu
- Oczywiście, że nie. – za wszelką cenę próbowałam zapanować nad drżeniem swojego głosu – Chyba najlepiej będzie jak już pójdę. – w pośpiechu wstałam z miejsca
- Anita, czekaj. – jego długie palce zacisnęły się na moim nadgarstku zmuszając mnie tym samym do spojrzenia na niego – Zostań ze mną.
Uśmiecham się nerwowo w jego kierunku.
- Do widzenia, Michał. – wyswobadzając dłoń z jego żelaznego uścisku w pośpiechu opuściłam jego dom
Zbiegając ze schodków przygryzłam mocno wargi próbując stłamsić szloch… bezskutecznie…

KILKA DNI PÓŹNIEJ
Beznamiętnie przerzucając kolejne kartki nie mogłam skupić się na ciągach liczb, które na nich widniały. Moje myśli non stop krążyły wokół Michała, który przez cały swój pobyt w Piotrkowie ani razu do mnie nie zadzwonił. Chociaż nie chciałam głośno się do tego przyznać to podejrzewałam, że to właśnie Natalia jest przyczyną jego milczenia. Przez te kilka ostatnich dni łudziłam się, że być może spotkanie Bąkiewicza z żoną sprawi, że siatkarz dostrzeże różnice pomiędzy nią i mną i dokonując wyboru wybierze kobietę, którą naprawdę kocha… wybierze mnie.
- Rudowłosa królewno, czy ty mnie w ogóle słuchasz?  - zniecierpliwiony głos Roberta sprowadził mnie na ziemię
- Oczywiście, że słucham. – kilka razy szybko mrugając powiekami próbowałam skupić się na leżących przede mną kartkach
- W takim razie o co cię prosiłem?
Przenosząc swój wzrok na przyjaciela uśmiechnęłam się przepraszająco w jego kierunku.
- Co się z tobą dzieję, Anita? Od kilku dni jesteś jakaś rozkojarzona.
- Przepraszam, ostatnio nie czuję się najlepiej.
To akurat było prawdą. Stres, który od kilku miesięcy towarzyszy mi na każdym kroku, wyraźnie odbił się na moim zdrowiu. Coraz częstsze zawroty głowy i mdłości wcale nie wróżyły nic dobrego.
- Może powinnaś pójść do domu i się położyć?
- I zostawić cię samego z tą papierkową robotą? Nie ma takiej opcji.
- Już kończę, po za tym i tak się do niczego mi się nie przydasz tak zamyślona.
Chciałam już zareagować na słowa mężczyzny jednak dźwięk mojego telefonu, zwiastujący przyjście nowej wiadomości, spowodował, że aż podskoczyłam w swoim fotelu. W pośpiechu sięgając po swoją torebkę, zaczęłam na oślep szukać w niej komórki, nie zwracając przy tym uwagi na wyrzucane z niej rzeczy i roześmiane spojrzenie Roberta.
- Kobieto spokojnie. Zaraz wszystko pogubisz.
Nie zwracałam uwagi na jego żarty, dalej poszukiwałam swojej zguby. Namacając w torbie znajomy kształt uśmiecham się delikatnie po nosem. Wiedziałam, kto napisał – Michał. To musiał być on. Zapewne chcę mi oznajmić, że już jest w Bełchatowie i czeka na mnie wieczorem z kolacją.
Drżącymi dłońmi włączając „Wyświetl” uważnie wpatruję się w ekran.

„Wracam za trzy dni. Odezwę się jak wrócę. Michał”

Czując piekące kropelki łez pod powiekami energicznie kręcę głową próbując nie okazać swoich emocji przed przyjacielem. Wiadomość od Bąkiewicza była jednoznaczna z tym, ze w końcu dokonał wyboru… wybrał Natalię.
- Anita, wszystko w porządku?
- Rezygnuję z pracy, Robert.
- Co ty wygadujesz?!
Podnosząc wzrok na mężczyznę uśmiechnęłam się nerwowo w jego kierunku, próbując pod tym gestem ukryć ból rozdzierający serce.
- Wyjeżdżam stąd Robert, lecę do Damiana.


***

Witam. Z małym obsunięciem w czasie, ale jestem. Do końca zostało nam jeszcze dwa odcinki, więc na dobrą sprawę wszystko może się zdarzyć.  Mam nadzieję, że to końca miesiąca uda mi się zakończyć historię Anity i Michała. Pozdrawiam i do usłyszenia niebawem.

17 - I poczułam się nic niewarta




Słysząc głośny trzask drzwi upadam bezwładnie na krawędź łóżka. Zaciskając wargi próbuje stłamsić w sobie szloch, jednak pojedyncze kropelki łez wydostające się spod moich powiek okazują jak bardzo jestem słaba. Znów wyszedł, zostawiając mnie samą w jego wielkim, pustym domu. Przecież to wszystko miało wyglądać zupełnie inaczej. Problemy zawsze miały być dla nas obce, a tymczasem po raz kolejny daliśmy się ponieść negatywnym emocjom. Znów padło zbyt wiele gorzkich słów i ponownie pozwoliliśmy aby wszystkie nasze niesnaski ujrzały światło dzienne. Michał ciągle nie mógł zrozumieć mojego postępowania odnośnie Damiana. Paradoksalnie Bąkiewicz cały czas nie chciał zaakceptować mojej decyzji, a sam pozwolił aby jego sprawa rozwodowa stanęła w martwym punkcie. Kiedy tylko próbowałam porozmawiać z nim na ten temat on od razu podnosił głos i zbywał mnie zapewnieniami, które nijak miały się do rzeczywistości. Na dobrą sprawę powinnam była postawić Michałowi jakieś ultimatum, ale  z drugiej strony bałam się, że mogę go stracić. Byłam totalnie od niego uzależniona i nie wyobrażałam sobie, aby nasz związek mógł się rozpaść z mojej winy. Nawet jeśli Bąkiewicz mnie ranił ja i tak zawsze mu wybaczałam…

Krzyżując ręce na piersiach z wyrzutem spojrzałam na bruneta. Od pewnego czasu nasze stosunki przypominały ciutnie sytuacje na otwartym morzu – dosłownie w ułamku sekundy ze spokojnej tafli wody zamienialiśmy się w prawdziwy sztorm. Sama dokładnie nie wiedziałam w którym momencie pomiędzy nami zaczęło się psuć. Te kilka tygodni po naszym powrocie z romantycznego urlopu były naprawdę cudowne. Oboje nie mogliśmy nacieszyć się swoją obecnością, a miłość wypełniała każdy zakamarek naszego świata. Myślałam, ze tak już będzie zawsze i być może właśnie dlatego nie zauważyłam tych czarnych, burzowych chmur, które już zaczęły gromadzić się nad naszymi głowami. Z dnia na dzień Michał stawał się coraz bardziej wyciszony, wszystko go rozdrażniało, a każdą próbę wypytania go o jego problemy traktował jak atak na swoją osobę. Nie poznałam go. Nasze długie, wieczorne rozmowy z przyjemności stawały się już przykrym obowiązkiem, a wielkie miłosne uniesienia były sporadyczne i pozbawione namiętności, która zawsze towarzyszyła nam w sypialni. Widziałam, że z Bąkiewiczem dzieje się coś złego, ale nie mogłam nic poradzić na to, że nie chciał mojej pomocy. Mogłam jedynie liczyć na to, że siatkarz sam zdecyduje mi się wreszcie powiedzieć co takiego spędza mu sen z powiek. Czas był jedyną rzeczą, którą mogłam mu dać.
- Michał, czy ty mnie w ogóle słuchasz? Powiedziałam ci przecież, że nie wiem gdzie położyłeś swój portfel.
 Od niespełna miesiąca praktycznie non stop przebywałam w domu Bąkiewicza, a że posiadałam również swoje własne klucze to wielokrotnie zdarzało się, że pod nieobecność Michała wykonywałam różnego rodzaju czynności domowe jak pranie, sprzątanie, prasowanie czy gotowanie. Z początku brunetowi jak najbardziej to odpowiadało, sam miał przecież niewiele  czasu wolnego, jednak teraz wszystko zaczynało mu przeszkadzać.
- Przecież nie rozpłynął się w powietrzu. – ton jego głosu sprawia, że po całym moim ciele przechodzi nieprzyjemny, zimny dreszcz – Musiałaś go przecież widzieć.
- To nie moja wina, że masz sklerozę! – emocje, które tłumiłam w sobie przez tyle długich dni teraz wzięły nade mną kontrolę – Możesz mi do cholery wytłumaczyć o co ci chodzi?! Co ja ci takiego zrobiła, co?! Jeśli masz mnie dość to po prostu mi to powiedz, a nie wyżywaj się na mnie za każdym razem kiedy się spotykamy.
Kiedyś obiecałam sobie, że nigdy nie będę przy nim płakać. Uchodziłam za twardą kobietę i nie chciałam, aby to właśnie Michał był świadkiem moich słabości, jednak kiedy stoi naprzeciwko mnie i z niedowierzaniem krzyżuje swoje orzechowe spojrzenie z moim, nie wytrzymuje. Łzy, które już zdążyły nagromadzić się pod powiekami, powoli toczyły się po moich policzkach.
- I co teraz nic mi nie powiesz? Po raz kolejny zakończysz rozmowę twierdząc, że tyle wystarczy?! Michał co się z tobą dzieje, do cholery?!
Jego twarz, przed chwilą jeszcze tak poważna teraz łagodnieje. Podchodząc bliżej mnie uśmiecha się niepewnie w moim kierunku.
- Przepraszam, skarbie. Wiem, że ostatnio jestem okropny, ale po prostu mam gorszy okres w życiu, a do tego wszystkiego Nawrocki chyba wziął sobie za cel uprzykrzanie mi życia. Nie chcę, żeby to co pomiędzy nami było się rozpadło. Naprawdę cię kocham.
Jeszcze przed chwila miałam ochotę go rozszarpać, jednak słysząc jego niski ton głosu i widząc roześmiane, czekoladowe tęczówki nie potrafię się długo na niego gniewać. Wierzchem dłoni ocierając mokre policzki uśmiecham się delikatnie pod nosem.
- Ufasz mi?
Ostrożnie kiwam głową, a już po chwili czuje, jak ciepłe dłonie Bąkiewicza oplatają mnie w pasie. Nachylając się nade mną mężczyzna składa subtelne pocałunki na mojej odsłoniętej szyi. Jego ciepły oddech przyjemnie drażni nagą skórę. Przymrużając powieki odchylam głowę do tyłu, pozwalając mu tym samym na dalsze pieszczoty. Silne dłonie bruneta „wkradają się” za moją koszulkę.
- Jesteś cudowna. – uśmiecham się delikatnie czując jak jego palce odpinają zapięcie mojego stanika – Natalia.
Od razu poważnieje. Moje ciało sztywnieje w ułamku sekundy, a pięści zaciskają się. Nawet nie chciałam słuchać jego tłumaczeń. Wyswobadzając się z jego uścisku wybiegłam stamtąd. Nie reagowałam na jego krzyki i prośby, jedyne co w tym momencie czułam to cholerny ból rozdzierający serce…

Jeszcze tego samego wieczora przyszedł do mojego mieszkania z ogromnym bukietem białych róż. Przepraszając, zapewniał mnie, że sam nie wiedział dlaczego zwrócił się do mnie imieniem swojej żony, a ja uwierzyłam mu. Jak gąbka chłonęłam wszystkie jego słowa, chcąc aby były prawdą. Może i byłam głupią i nawiną dziewczyną, ale kochałam Michała nad życie i nie mogłam tak po prostu z niego zrezygnować. Od tego feralnego dnia chociaż na jakiś czas zapanował względny spokój i ocieplenie stosunków pomiędzy nami… aż do dzisiaj. Po raz kolejny pokłóciliśmy się o jakąś głupotę, a ostra wymiana zdań zakończyła się wyjściem Michała z domu. Wiedziałam, że również i ja nie jestem bezwinny w tej całej sytuacji, ale najbardziej przerażał mnie fakt, że oboje z Bąkiewiczem przestaliśmy ze sobą normalnie rozmawiać. Oboje byliśmy przekonani, że wykrzyczenie wszystkiego co myślimy oczyści atmosferę pomiędzy nami, jednak rzeczywistość okazała się zupełnie inna… bardziej bolesna…
… sama dokładnie nie wiedziałam ile czasu spędziłam leżąc na łóżku Michała i płacząc. Dopiero dźwięk mojego telefonu wyrwał mnie z letargu myśli. Nawet nie patrząc na wyświetlacz nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Tak?
- Cześć kochanie. Jak tam?
Słysząc po drugiej stronie lekko drżący głos Damiana szybko wytarłam łzy z policzków i podniosłam się do pozycji pionowej.
- Damian? Cześć, coś się stało?
- Czy musiało coś się stać? Po prostu chciałem się dowiedzieć się co słychać u mojej narzeczonej. – jego nerwowy śmiech tylko utwierdzał mnie w swoim przekonaniu, że coś musiało się wydarzyć
- Przecież słyszę. Co się dzieję?
- Anitka, tylko się niezłość, dobrze?
- Teraz to zaczynam się bać.
- Nie przylecę za dwa tygodnie do Polski. Nie mogę zostawić firmy.
- Słucham?
Nie mogłam uwierzyć, że wszystko sprzysiężyło się przeciwko mnie. Opóźnienie przylotu Damiana tylko komplikowało moją sytuację i dawało kolejne powody do kłótni z Michałem.
- Wiem, że obiecałem, ale naprawdę nie dam rady. Ale mam dla ciebie propozycję, oczywiście nie musisz odpowiadać na nią już teraz.
- Możesz mówić jaśniej? – za wszelką cenę próbowałam zachować spokój jednak emocje powoli zaczynały brać nade mną górę
- Pomyślałem, że może przeprowadzisz się do mnie? Wiem, że wymagam dużo, ale po prostu tak bardzo mi ciebie brakuje, Anita.
- Damian, wiesz o co mnie prosisz? Przecież ja mam tutaj wszystko: pracę, rodzinę, przyjaciół.
Michała
- Wiem, skarbie. Ale jeśli tylko się zgodzisz w Sydney będziesz miała co tylko zechcesz, razem z pracą. Jeśli wejdziesz na swoją pocztę znajdziesz wiadomość ode mnie, tam napisałem ci wszystko. Zabukowałem ci nawet bilet na lot w następnym tygodniu. Nie musisz z niego korzystać, ale przynajmniej obiecaj mi, że o tym pomyślisz?
Propozycja blondyna totalnie mnie zaskoczyło, jednak od samego początku wiedziałam, że nie będę mogła z niej skorzystać. Za bardzo byłam uzależniona od Michała, aby tak w przeciągu tygodnia spakować się i wyprowadzić na drugi koniec świata.
- Anitka?
- Ja muszę to sobie wszystko poukładać, Damian. Zadzwonię niebawem.
Nie czekając na jakąkolwiek reakcję nacisnęłam czerwoną słuchawkę. Odrzucając telefon na łóżko schowałam twarz w dłonie. Czułam się tak cholernie bezsilna. Stałam pod ścianą i w którąkolwiek stronę bym nie poszła ktoś będzie cierpiał, niemniej jednak musiałam w końcu wziąć się w garść i zacząć żyć tak jak ja tego chcę, a nie jak wymagają ode mnie inni. Musiałam wreszcie raz na zawsze zakończyć swój związek z Damianem, aby zacząć od nowa budować swoje szczęście u boku Bąkiewicza. I chociaż na początku upierałam się, że powiem blondynowi prawdę patrząc mu prosto w oczy, to teraz wolałam napisać do niego długą wiadomość, w której pragnęłam mu wszystko wyjaśnić. Z takim też zamiarem usiadłam do laptopa Michała i wpisałam adres poczty. Niestety po ostatnim logowaniu siatkarz zapomniał wyłączyć swoje konto. Już miałam zrobić to za niego , jednak widząc od kogo dostawał ostatnie kilkanaście ostatnich maili poczułam jak moje serce rozpada się na tysiąc maleńkich kawałeczków. Drżącymi rękoma nacisnęłam na pierwszą wiadomość i czytając kolejne jej linijki próbowałam powstrzymać piekące kropelki łez, które zdążyły nagromadzić się pod powiekami…

***

Jedna wielka masakra. Ostatnio nie mam czasu zupełnie na nic, więc pisze trzy po trzy… ba nawet nie piszę, a bazgrze. Jeśli już teraz tak ciężko mi wszystko pogodzić, to aż się boje pomyśleć co będzie w trakcie sesji. No, ale może niebawem wszystko się unormuje. Przynajmniej miejmy taką nadzieję. Ale dzisiaj mam do Was dwie bardzo ważne sprawy:
1. Od niespełna roku aktywnie uczestniczę w tworzeniu portalu Internetowego – ŻyjemySiatką. Nasza strona organizuje akcje charytatywną dla olsztyńskiego oddziału Fundacji Dr Clowna. Przedmiotem licytacji jest koszulka z podpisami, aż 64 zawodników i trenerów PlusLigi ( bonusem są autografy Andrei Anastasiego i Andrei Gardiniego ). Im więcej osób dowie się o akcji, tym więcej pieniędzy będziemy w stanie przekazać Dzieciom, więc mam do Was prośbę: mogłybyście porozgłaśniać na swoich facebookowych profilach link to aukcji na allego: http://allegro.pl/show_item.php?item=2806833720  oraz linku meczowej koszulki Wojciecha Grzyba z autografem i tomikiem poezji małżonki Pana Wojciecha: http://allegro.pl/charytatywnie-koszulka-meczowa-w-grzyb-resovia-i2806771586.htmlhttp://allegro.pl/charytatywnie-koszulka-meczowa-w-grzyb-resovia-i2806771586.html . Z góry dziękuje.
2. Porobiłam porządek w linkach, prosiłabym o sprawdzenie czy o nikim nie zapomniałam.
Już nie będę Was niczym zamęczać. Pozdrawiam i do zobaczenia, mam nadzieję w niedługim czasie. 

16 - Przy Tobie noc ma słońca blask




Czując ciepło bijące z jej ciała Michał uśmiechnął się delikatnie pod nosem. Mocniej obejmując Anitę ramieniem, siatkarz przybliżył ją jeszcze bardziej do siebie. Idąc brzegiem jeziora umilali sobie czas rozmową na jakieś błahe tematy. Tutaj – w tym mazurskim zaciszu – nie musieli przed nikim kryć się ze swoim pełnym namiętności uczuciem. Kochał ją, jakkolwiek dziwnie by to zabrzmiało to będąc z Rudowłosą Bąkiewicz przeżywał swoją drugą młodość – czuł się jak licealista po uszy zakochany w przepięknej koleżance z niższej klasy. Tylko widzą jej roześmiane tęczówki w kolorze trawy Michał zapominał o tym wszystkim co zrobiła mu Natalia. Brunetka była dla niego już tylko niezbyt przyjemną przeszłością, o której istnieniu najchętniej by zapomniał.
- O czym tak myślisz, co? – jej roześmiany głos wyrwał przyjmującego z toku rozmyślań
- O niczym istotnym. – szczelniej obejmując ją ramieniem Michał delikatnie musną swoimi wargami jej lekko zaróżowiony policzek – Cieszę się, że zgodziłaś się na ten wyjazd. Wreszcie nie muszę się tobą z nikim dzielić.
Śmiejąc się dziewczyna z dezaprobatą pokręciła głową, a kosmyki jej długich, płomienno-rudych włosów niesfornie opadły na jej ramiona.
- A z kim miałbyś się ze mną dzielić?
- Na przykład z Damianem. Nie powiedziałaś mu jeszcze o nas, prawda?
Anita momentalnie spoważniała, a promienny uśmiech zniknął z jej twarzy.
- Nie chcę mu mówić tego przez telefon. Jestem mu winna szczerość prosto w oczy, a nie jakiegoś głupiego SMS-a.
- Jak uważasz.
Nie podobało mu się takie postępowanie dziewczyny. Chciał w końcu ogłosić całemu światu, że jest szczęśliwie zakochany, a tymczasem musiał uważać, żeby nawet przed chłopakami ze Skry nie powiedzieć o kilka słów za dużo. Jak na razie o ich związku wiedziały tylko dwie osoby – Bartosz i Ania, a im dłużej był zmuszony ukrywać przed resztą świata prawdę tym bardziej czuł się tym wszystkim przytłoczony.
- Nie gniewaj się na mnie. – zatrzymując się w miejscu Anita uważnie na niego spojrzała – Obiecuje, że jak tylko Damian zjawi się w Polsce o wszystkim mu powiem, ale teraz nie psujmy sobie ostatniego dnia naszego pobytu tutaj. – wyciągając w jego kierunku dłonie na jej twarzy znów pojawia się niepewny uśmiech
Nie potrafił się długo na nią gniewać. Nawet jeśli nie pochwalał jej zachowania to mimo wszystko nadal była jego Anitą za którą mógłby skoczyć w ogień i zaprzedać duszę diabłu jeśli tylko zaszłaby taka potrzeba.  Zamykając w swoich dużych, silnych dłoniach jej dłonie uśmiechnął się delikatnie. Rudowłosa podchodząc bliżej niego wspięła się na palce i subtelnie musnęła swoimi malinowymi wargami jego usta. Bardziej nie musiała go zachęcać, brunet niemal natychmiast odwzajemnił jej pocałunek. Z początku niewinny całus przerodził się w pełen namiętności dziki taniec języków. Dotyk jej ciała, zapach słodkich perfum i miękkość kosmyków jej rudych włosów na jego policzku sprawiał, że siatkarz wariował. Tak bardzo jej pragnął, chciał aby znów stali się jednością… teraz, zaraz. Mocniej napierając na Anitę sprawił, że ta plecami przywarła do pnia jednego z drzew. Ujmując jej drobną twarz w swoje dłonie Michał coraz odważniej składał na jej ustach pocałunki. Przywierając do jej ciała całym swoim ciężarem czuł jak dziewczyna coraz bardziej wrażliwie reaguje na jego dotyk. Nie natrafiając na żaden opór jego długie, smukłe palce powoli rozpinały kolejne guziki sweterka, który miała na sobie Ruda.
- Michał, co ty najlepszego robisz? – śmiejąc się dziewczyna z udawaną dezaprobatą pokręciła głową
- Rozbieram cię. – łobuzerski uśmiech i bystre spojrzenie dodawały Bąkiewiczowi drapieżnego charakterku
- Tutaj? A co jeśli ktoś nas zobaczy?
Cienki materiał upadł na ziemię tuż przy jej stopach, a dłonie Michała powędrowały pod leciutką bluzeczkę Anity.
- Kochanie, jesteśmy w kompletnej dziczy. – jego ręce coraz odważniej masowały jędrne piersi schowane pod białym koronkowym stanikiem – Jesteśmy tu jedynymi ludźmi, a  po za tym chyba nie boisz się tego co mógłbym Ci zrobić.
- Przeraża mnie tylko to, że nigdy nie potrafię ci się oprzeć.
Uśmiechając się kokieteryjnie dziewczyna zeszła swoimi dłońmi na wysokość paska od spodni siatkarza i jednym sprawnym ruchem poluźniła zapięcie. Chłód, który panował na dworze zupełnie im nie przeszkadzał… a świat znów zwolnił bieg…

JAKIŚ CZAS PÓŹNIEJ, PERSPEKTYWA BARTOSZA
Bał się. Tak cholernie obawiał się, że ją straci. Te wszystkie dni, które Ania spędziła w szpitalu były dla Kurka istnym koszmarem. Cierpiąc na bezsenność w głowie układał wszystkie z możliwych czarnych scenariuszy. A co jeśli amputacja piersi nie przyniesie pożądanych skutków i nowotwór dalej będzie się rozwijał powoli ją zabijając? Co jeśli pomimo wysiłku lekarzy rak dalej będzie siał spustoszenie w jej organizmie? Bartek nawet nie chciał dopuścić do siebie wiadomości o jakiejkolwiek porażce, z drugiej strony jednak złe myśli, jak na złość, nie chciały go opuścić.
Trzymając w swoich ramionach kruche ciało blondynki Kurek spojrzał na nią z troską. Miesiące choroby odbiły piętno nie tylko na jej wyglądzie, ale przede wszystkim psychice. Niegdyś pełna pozytywnej emocji, szalona i kochająca adrenalinę dziewczyna, teraz stonowana, delikatna, nieodporna stres i ból. Patrząc w jej, pozbawione dawnego blasku, tęczówki Bartosz najchętniej „zabrałby” od niej tą przeklętą chorobę i wziął całe jej cierpienie na siebie. Jednak mimo najlepszych chęci mógł jedynie być przy niej w tym, zapewne najgorszym, okresie jej życia. Jeszcze nie tak dawno temu oboje rozmawiali o swojej przyszłości: chcieli zwiedzać świat, poznawać  nowych ludzi, założyć własną rodzinę i mieć gromadkę uśmiechniętych dzieci. Na chwile obecną największym ich marzeniem było pokonanie choroby Ani, a wszystkie innego pragnienia zeszły na drugi plan.
- Zimno mi. – mocniej wtulając się w bok swojego narzeczonego dziewczyna delikatnie się skuliła
Bartosz nie potrzebował już żadnych słów. Mocniej obejmując ją ramionami zamknął jej wątłe ciało w swoim silnym i bezpiecznym uścisku. Milczeli. Żadne z nich nie potrzebowało teraz pustych zapewnień czy obietnic, które mogłyby nie mieć żadnych skutków w przyszłości. Wydarzenia ostatnich miesięcy nauczyły ich żyć chwilą obecną.  Nie wybiegali ze swoimi planami dalej niż na dwa dni do przodu, bowiem z doświadczenia wiedzieli, że niespełnione marzenia mogą boleć bardziej niż ktokolwiek mógłby się tego spodziewać. Przyjemną ciszę, która panowała pomiędzy nimi przerwał jej cichy szept.
- A co jeśli to wszystko nie ma sensu? Jeśli ja nie wyzdrowieje?
- Nawet nie pozwalam Ci tak myśleć. – delikatnie muskając swoimi wargami jej odsłonięte czoło Bartosz uśmiechnął się niepewnie – Ty będziesz zdrowa.
Odwzajemniając gest dziewczyna mocniej wtuliła się w bezpieczne ramiona siatkarza. Kurek nie mógł dopuścić do tego, żeby Ania sama przestała wierzyć w to, że jest w stanie wygrać z chorobą.
- Musisz być zdrowa. Dla mnie. – już nic więcej nie mówił, po prostu mocno tuląc ją do siebie jak mantrę powtarzał te same słowa…

… bezsensownie przeskakując z jego kanału na drugi Bartosz co jakiś czas nerwowo zerkał w stronę zamkniętych drzwi łazienki. Jego narzeczona siedziała tam już od dobrych czterdziestu minut, a szum wody z prysznica ucichł jakiś czas temu. Najchętniej w tym momencie zacząłby dobijać się do drzwi, żeby sprawdzić czy wszystko jest w porządku, jednak z drugiej strony chciał, aby Ania miała namiastkę normalności. Widział jak bardzo irytowało dziewczynę zachowanie innych ludzi, którzy na wieść o jej chorobie obchodzili się z nią jak z jajkiem, dlatego też sam próbował robić wszystko, aby ich życie chociaż w niewielkim stopniu przypominało te dawne.
Wzdychając głośno szatyn próbował skupić się na jakimś teleturnieju lecącym w telewizji, jednak dźwięk tłuczonego szkła dobiegający z łazienki sprawił, że momentalnie się wyprostował. Z szybko bijącym sercem podbiegł do drzwi. Bał się, ze Ani stało się coś złego, więc nie zwracając uwagi na swoje wcześniejsze postanowienia, zaczął dobijać się do pomieszczenia, w którym znajdowała się jego narzeczona.
- Ania, wszystko w porządku? – spokojne pukanie w skutek ciszy dochodzącej z łazienki zamieniło się  energetyczne walenie – Ania, skarbie słyszysz mnie? Anka?!
Nie mógł już dłużej czekać. Napierając z całej siły na drzwi sprawił, że zamek puścił. Widząc dziewczynę opierającą się dłońmi o zlew poczuł rozchodzące się po całym jego ciele uczucie ulgi. Na podłodze wokół niej leżał potłuczony flakonik z perfumami.
- Myślałem, że coś ci się stało.
Milcząc Ania cały czas wpatrywała się w swoje odbicie w lustrze. Jej długie, szczupłe nogi schowane były pod dresowym materiałem spodni, a bandaż, okalający jej ciało na wysokości biustu, był jedyną górną częścią garderoby.
- Wszystko w porządku, skarbie? – podchodząc do niej, szatyn ostrożnie splótł swoje dłonie na jej wąskiej talii
- Jak możesz mnie kochać, Bartek? – powstrzymując łzy dziewczyna wciąż beznamiętnie wpatrywała się w gładką powierzchnie lustra - Przecież to jest niedorzeczne.
- Słucham? Anka, co ty najlepszego wygadujesz?
- Jestem paskudna.
- Skarbie, co ty mówisz?
Po jej bladych policzkach powoli zaczęły się toczyć pierwsze kropelki słonej cieczy.
- Jestem paskudna, Bartek. Powinieneś byś z jakąś piękną, młodą dziewczyną, a nie taką chorą maszkarą jak ja.
- Jesteś przepiękna, skarbie. – jego wargi delikatnie musnęły jej nagi kark – Najpiękniejsza.
Pewniej obejmując ją w pasie jego usta składały kolejne pocałunki na jej odsłoniętym ciele, a ona po raz pierwszy od dłuższego czasu nie wzbraniała się przed jego dotykiem…


***

Witam. Po baaaaardzo długiej przerwie, jestem i tutaj. Na dobrą sprawę odcinek jest o niczym, typowe „zapchanie” dziury pomiędzy jedną kończącą się akcją i drugą, która niedługo się rozegra. Wiecie co? Zostało nam już tylko cztery odcinki i kolejna historia zostanie zakończona. Dziękuje Wam za to, że jesteście moje Drogie. Pozdrawiam 

15 - Kiedy jesteśmy bardzo blisko ciągle mało nam nas.



Wygodniej opierając się plecami o fotel pasażera beznamiętnie wpatrywałam się w okno. Dzień chylił się ku końcowi i na zewnątrz powoli zaczynała robić się szarówka. Czując na swoim udzie ciepłą dłoń Michała zmusiłam się do lekkiego uśmiechu.
- Anitka, co się dzieje? – troska w jego głosie jak zwykle dodawała mi otuchy, chociaż i tak nie zagłuszyła głośnych wyrzutów sumienia względem Anki – Nie cieszysz się z naszego wyjazdu?
Już od dawna planowaliśmy wspólny urlop. Michał uprosił u Nawrockiego kilka dodatkowych dni wolnego i sam zajął się organizacją, a ja miałam jedynie zakomunikować Robertowi i Weronice, że przez najbliższe dni będę poza ich zasięgiem. Wszystko mieliśmy już załatwione i właśnie wtedy dowiedziałam się, że Ania zdecydowała się na mastektomie. Wiedziałam, że liczyła na moje wsparcie w tych dniach dzielących ją od operacji, ale Michał tak bardzo nalegał na ten wyjazd. Kiedy przygotowania do sezonu ligowego rozpoczną się na dobre nie będziemy mieć dla siebie aż tak dużo czasu, nic więc dziwnego, że Bąkiewiczowi zależało na tych kilku dniach spędzonych razem. Szczerze sama nie wiedziałam kim tak naprawdę dla siebie byliśmy. Kochankami? Znajomymi, których łączył jedynie seks? Spotykaliśmy się już od kilku miesięcy jednak ani razu nie słyszałam z jego ust zapewnień o jakimkolwiek uczuciu do mnie, a sama wolałam nie ryzykować z odsłanianiem swego serca, kiedy nie byłam pewna jak Michał postrzega nasz „związek”.
- Chodzi o Anię, tak?
Lekko kiwając głową spojrzałam na niego smutnym wzrokiem. Patrząc na drogę co chwila kątem oka zerkał w moim kierunku.
- Czuję się podle, że zostawiłam ją samą na kilka dni przed operacją.
- Nie jest sama, ma Bartka, Hankę, Paulinę. Poradzi sobie.
- Ale nie ma mnie, a to podobno to ja jestem jej najlepszą przyjaciółką.
- Nie możesz sama zbawiać całego świata, skarbie. Obiecuje ci, że jak tylko wrócimy z Mikołajek od razu pojedziemy do niej do szpitala, dobrze?
Uśmiechając się delikatnie pod nosem przytaknęłam. Obserwując jego spokojne oblicze powoli sama zaczynałam poddawać się danej nam chwili. Nie sądziłam, że to może być możliwe, ale z każdym dniem kochałam go jeszcze bardziej. Całkowicie uzależniłam się od jego obecności w moim życiu i nie chciałam nawet myśleć, żeby kiedykolwiek miało go w nim zabraknąć. Był dla mnie wszystkim, chociaż nie obnosiliśmy się ze swoimi relacjami publicznie, czego głównym powodem byli nasi poprzedni partnerzy. Michał jest w trakcie rozwodu z Natalią, a ponad to założył jej sprawę o całkowitą opiekę nad Zuzią. Jego szanse były nikłe, ale siatkarz nie chciał tracić dziecka, które przez tyle lat wychowywał jak własną córkę. Zuzia już zawsze miała mieć szczególne miejsce w sercu Michała, a ja nie miałam prawa z nią konkurować i nawet nie próbowałam do tego dążyć. Sama miałam pogmatwane życie uczuciowe, a mojej sytuacji nie poprawiał fakt, że dotąd nie powiedziałam o niczym Damianowi. Wiedziałam, że mój związek z blondynem nie ma żadnej przyszłości, jednak nie chciałam, aby dowiedział się o tym przez telefon czy głupiego SMS-a. Byłam mu winna osobiste wytłumaczenie przyczyny zerwania naszych zaręczyn, dlatego też czekałam do najbliższego spotkania, które miało mieć miejsce dopiero na święta Bożego Narodzenia. Z początku trwania mojego romansu z Michałem myślałam, ze nie będę w stanie utrzymać tego w tajemnicy przed Korzeckim, jednak teraz wymyślanie kolejnych kłamstw szło mi nadzwyczaj  łatwo.
- Tylko już się nie zamartwiaj, dobrze? Tak ślicznie wyglądasz kiedy się uśmiechasz.
Mimowolnie roześmiałam się na jego słowa i dopiero wtedy zobaczyłam, że Bąkiewicz przegapił zjazd i zamiast ominąć Warszawę wjechaliśmy w sam środek słynnych, warszawskich korków.
- Jedziemy nie tam gdzie trzeba.
- Wiem. – jego łobuzerski uśmiech sprawił, że od razu odgadłam jego intencje
- Michał, ty coś kombinujesz. Wiesz, że nie lubię żadnych niespodzianek.
- Ta ci się spodoba. Po prostu chciałem ci coś pokazać.
Zaciekawiona uważnie rozglądałam się dookoła próbując zorientować się gdzie jesteśmy. Miałam cichą nadzieję, że Bąkiewicz zabierze mnie w jakieś ustronne, pełne tajemniczości miejsce, które będzie sprzyjało miłosny wyznaniom, więc gdy siatkarz zatrzymał się przy moście Świętokrzyski, nawet nie próbowałam ukryć rozczarowania.
- No nie powiem, żeby było to wyjątkowo romantyczne. – zironizowałam wychodząc z samochodu
- Nie marudź tylko chodź. – Michał śmiejąc się głośno podszedł do mnie – Zamknij oczy.
- Co ty znowu wymyśliłeś?
- Zaraz się przekonasz, tylko zamknij oczy.
- Ale, Michał…
- Ufasz mi?
Jego czekoladowe tęczówki przeszywały mnie na wskroś. Oczywiście, że mu ufałam. Wiedziałam, że mimo wszystko mogę na niego liczyć i jeśli on teraz prosił mnie o tak banalną rzecz to nie miałam żadnych powodów, aby tego nie robić. Uśmiechając się delikatnie pod nosem przymrużyłam powieki i w tym samym momencie poczułam jak ciepłe dłonie Michała oplatają moją talię.
- Nie bój się. Nic ci przy mnie nie grozi.
Moje serce o mało nie wyskoczyło z piersi, kiedy usłyszałam nad swoim uchem jego czuły szept. Pozwalając Bąkiewiczowi się prowadzić próbowałam unormować swój przyśpieszony puls, z marnym skutkiem.
- Jeszcze tylko chwilka, już prawie jesteśmy.
Kilka sekund później brunet ostrożnie położył moje dłonie na metalowych barierkach.
- Już możesz otworzyć oczy.
Biorąc głęboki wdech spełniam jego prośbę i w jednej chwili zakochuje się w widoku, który obserwuje. Noc już na dobre zagościła w Warszawie i pogrążone w mroku miasto zdawało się być uśpione. Daleko w tle majaczyła oświetlona sylwetka Pałacu Kultury, a uliczne latarnie dawały niesamowitą aurę przytulności i ciepła.
- I jak?
- To jest coś niezwykłego.
- Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem ten widok obiecałem sobie, że kiedyś pokażę go kobiecie, która będzie miała szczególne miejsce w moim sercu.
Uśmiechając się gorzko pod nosem próbowałam zapanować nad drżeniem swojego ciała, ale natarczywe myśli o tym, czy Natalia również tu była nie dawały mi spokoju. Już chciałam się o to spytać, lecz ciepły oddech Michała na mojej odsłoniętej szyi sprawiał, że wariowałam.
- Kocham cię, Anita.
Wstrzymując oddech odwróciłam się gwałtownie w jego stronę.
- Co powiedziałeś?
- Że cię kocham jak wariat. Wiem, że może…
Nie pozwoliłam mu dokończyć. Mocno wbijając się swoimi wargami w jego malinowe usta zarzuciłam dłonie na jego szyje. Z początku lekko zaskoczony Bąkiewicz szybko odwzajemnił gest. Nie przeszkadzał nam dźwięk samochodów, które przejeżdżały tuż obok. Mężczyzna, który był dla mnie wszystkim wreszcie wyznał mi to na co z utęsknieniem czekałam przez tyle czasu. Teraz już nic nie mogło stanąć na drodze naszego szczęścia – byliśmy tylko i wyłącznie dla siebie…

Z PERSPEKTYWY MICHAŁA
Kątem oka spojrzał na Anitę, która siedząc na miejscu pasażera smacznie spała. Uśmiechając się delikatnie pod nosem z powrotem przeniósł wzrok na drogę. To  zadziwiające, że ta rudowłosa dziewczyna tak szybko zdołała podbić jego serce i dusze. Budził się z myślą o niej, chodził na treningi z myślą o niej, rozgrywał kolejne mecze z myślą o niej, kład się spać z myślą o niej. Była obecna w każdej sekundzie jego życia i miał nadzieje, że zostanie tak już na zawsze.
- Gdzie jesteśmy? – przebudzając się dziewczyna spojrzała na niego zaspanymi oczami – Już dojechaliśmy?
 - Jeszcze trochę czasu. Śpij obudzę cię jak dojedziemy.
Kochał ją, naprawdę ją kochał.
Parkując pod domkiem letniskowym swoich znajomych najciszej jak umiał wyszedł z samochodu i wyciągnął z bagażnika ich bagaże. Dopiero kiedy wszystkie torby były w przedpokoju wrócił do auta i ostrożnie wziął Anitę na ręce. Zmęczona dziewczyna nawet nie protestowała. Uśmiechając się pod nosem musnął swoimi wargami jej odsłonięte czoło. Nie chcąc w żaden sposób zrobić jej krzywdy rozważnie stawiał kolejne kroki. Kiedy doszedł do sypialni delikatnie ułożył jej wątłe i kruche ciało na wielkim łóżku. Noc była ciepła więc nie okrywał ją żadnym kocem. Kładąc się tuż za nią mocno przywarł swoim ciałem do jej pleców i oplatając ramionami zamknął jej sylwetkę w swoim ciepłym i bezpiecznym objęciu. Opierając swoją brodę o jej włosach upajał się zapachem jej ulubionych perfum.
Śpij dobrze, Królewno.
Bądąc tuż obok niej nigdy nie myślał o Natalii. Ten rozdział w życiu uważał już za zamknięty i chociaż brunetka niejednokrotnie kontaktowała się z nim, on skrzętnie unikał z nią jakiejkolwiek relacji. Ona sama raz na zawsze pozbawiła ich małżeństwo przyszłości. Ich związek, jak i sama Natalia, dla Michała to już przeszłość.
- Michaś?
Półprzytomna Anita odwraca się w jego kierunku i intuicyjnie obejmuje ramionami jego ciało. Z ufnością wtulając się w jego tors wzdycha lekko by po chwili znów powrócić w krainę Morfeusza.
- Jestem, skarbie. – śmiejąc się brunet składa subtelny pocałunek na jej czole
Jest idealnie, tak jak zawsze o tym marzył. Ma u swego boku kobietę, którą pokochał do granic szaleństwa. Wreszcie jest szczęśliwy i wie, że nigdy nie pozwoli Anicie odejść…

***
Witam. Jestem w miarę szybko jak na mnie zważywszy, ze od piątku nie robiłam nic innego jak siedziałam nad książkami i wkuwałam: a to do Psychologii Różnic Indywidualnych, a to do Procesów Poznawczych, a to do Logiki, Emocji i Motywacji czy Socjologii. Ale zdałam wszystko ku mojej ogromnej uciesze. Ale na wakacje muszę jeszcze trochę poczekać, a jak będzie z odcinkiem? Mam nadzieję, ze pojawi się już we właściwym czasie. A swoją drogą ¾ opowiadania już za nami. 

Do następnego, pozdrawiam.


14 - Ta chwila, gdy widziałam Cię płaczącego.



Mocniej obejmując ramionami kolana Ania przygryzła wargę starając się stłamsić szloch. Przegrała. Kolejna chemioterapia nie przyniosła żadnych skutków, a komórki nowotworowe rozwijały się dalej niszcząc ją od środka.  Prowadzący ją lekarz jasno postawił sprawę – konieczna jest amputacja piersi, w innym wypadku pojawią się przerzutu i rak zniszczy cały jej organizm. Nie chciała poddawać się operacji, ale z drugiej strony nie miała innego wyjścia – tylko ten sposób mógł uratować jej życie… i oszpecić ciało zarazem. Bała się swojego widoku po amputacji, już i tak nienawidziła swojego odbicia w lustrze: po pięknych, długich blond lokach zostało tylko wspomnienie; kości policzkowe wyostrzyły się;  a niegdyś promienna cera teraz przybrała odcień niezdrowej szarości. Każdego dnia jakaś cząstka jej obumierała, a ona sama traciła nadzieję na szczęśliwe zakończenie jej historii. Śmierć już wybrała i nie było szans, aby dobrowolnie zrezygnowała z jej duszy. Nie pomagały ani zapewniania lekarzy, ani słowa otuchy rodziny i przyjaciół, ani obecność Bartka. Szatyn zrezygnował całkowicie ze swojego życia, by móc spędzać z Anią każdą minutę. Nie skarżąc się jeździł z nią od jednego szpitala do drugiego, zapewniał, że wszystko będzie dobrze i zawsze może na niego liczyć, z tym, że ją coraz bardziej irytowała obecność Kurka. Był w końcu młody, przystojny, mógł mieć każdą dziewczynę, a on trwał przy niej w dzień i w nocy – przegranej, chorej i brzydkiej. Kamińską coraz częściej zaczynały dopadać myśli, że Bartosz jest z nią tylko i wyłącznie z litości. Nie chcąc, żeby kolorowe gazety rozpisywały się o nim jako o potworze bez serca trwał przy niej chociaż ten układ wcale mu nie odpowiadał. W mniemaniu Anki powinien się bawić, wyszumieć póki ma czas, a chora na nowotwór dziewczyna była dla niego tylko kulą u nogi.
- Ania, może masz ochotę na jakąś kolację, co? – wchodząc do ich sypialni Bartek uśmiechnął się niepewnie w stronę dziewczyny – Może naleśniki ci zrobię?
Dziewczyna lekko wzruszyła ramionami. Nie miała ochoty na nic, a już na pewno na kolejną porcję optymistycznych prognoz Kurka. On nie rozumie, że dla niej już nie ma odwrotu – prędzej czy później umrze, a w tym momencie tak bardzo pragnęła już nie czuć tego piekącego bólu, który powoli ją wyniszczał. Miała serdecznie dość ciągłych wizyt u lekarza, pełnych współczucia spojrzeń czy zapewnień o tym, że będzie dobrze.
Gówno prawda.
Już nigdy nic nie będzie dobrze. Dla niej wszystko się skończyło. Kiedyś miała masę przyjaciół, wpływowe kontakty, wielkie plany i marzenia, a teraz została jej już tylko namiastka przeszłości. Ogromne grono przyjaciół uszczupliło się do Anity, Pauliny – żony Mariusza Wlazłego i Hani – narzeczonej Marcina Możdżonka; kontakty polegały obecnie na krótkim „cześć” podczas  spotkań, a plany nie wybiegały dalej niż o jeden dzień.
- Skarbie, tak nie można. – siadając na skraju łóżka Bartosz ostrożnie położył swoją dłoń na jej udzie – Musisz gdzieś wychodzić, jeść. Musisz po prostu żyć.
Jej cyniczny śmiech obił się głuchym echem od ścian sypialni.
- Żyć? Bartek ja umieram i niech w końcu to do ciebie dotrze, że nie mam zamiaru udawać przed wszystkimi że jest cudownie i wcale mnie nie rusza moja choroba.
- Więc zamierzasz się poddać, tak? – jego ton głosu z początku tak łagodny teraz przybrał na stanowczości – Masz szansę wyzdrowieć, ale zamiast tego wolisz leżeć całymi dniami w łóżku i czekać z utęsknieniem na śmierć?
- Na pewno by ci ulżyło, prawda? – gwałtownie wstając dziewczyna spojrzała na niego pełnym łez wzrokiem – Miałbyś przynajmniej o jeden kłopot mniej.
- Anka, co ty za głupoty wygadujesz?!
- No przyznaj się, że poczułbyś ulgę. Mógłbyś być znowu wolny bez chorej dziewczyny u boku!
- Czy ty siebie słyszysz, kobieto?! – kręcąc z niedowierzaniem głową Kurek zaśmiał się cynicznie – Jak mogłaś pomyśleć, że poczułbym się lepiej gdyby ciebie nie było?
- Nie musiałbyś udawać jak bardzo jest ci przykro z mojego powodu, nie rezygnowałbyś z imprez i wyjść na piwo z chłopakami, mógłbyś…
Chciała coś jeszcze powiedzieć, ale silne dłonie Bartosza ujmujące jej drobną twarz sprawiły, że momentalnie zamilkła. Jego tęczówki w kolorze nieba uparcie wpatrywały się w nią powodując, że chcąc nie chcąc musiała odwzajemnić wzrok.
- Nie pozwalam ci nawet myśleć o tym, że jesteś dla mnie ciężarem. – mówił wolno i spokojnie, jednak jego słowa zamiast pomóc jeszcze bardziej irytowały dziewczynę – Jesteś dla mnie najważniejsza, rozumiesz?
Widziała odbijające się w jego spojrzeniu łzy i tak bardzo chciała wierzyć, że mówi prawdę, ale podświadomość szeptała jej coś zupełnie innego. Ze swoją chorobą nie pasowała do jego idealnego świata.
- Nie chcę twojej litości. – uwalniając twarz z jego objęć odwróciła się w drugą stronę – Nie chcę żebyś był ze mną tylko z jakiegoś pieprzonego przyczajenia. Rozumiesz, nie chcę!
- Aniu. – szatyn chciał ją przytulić, jednak ona odsunęła się od niego jak oparzona
- Nie dotykaj mnie! Daj mi wreszcie święty spokój i wynoś się z mojego życia, słyszysz?!
- Tego właśnie chcesz?
Już sama nie wiedziała czego tak naprawdę pragnęła. Z jednej strony miała już po dziurki w nosie pustych zapewnień siatkarza, z drugiej jednak bała się tego jak będzie wyglądać jej życie pozbawione jego obecności. Milcząc znów położyła się na łóżku i obejmując kolana podciągnęła je do brody.
- Nie wiem czemu nie pomyślałaś, że ja po prostu cię kocham? Że jestem z tobą nie z litości, ale dlatego, że jesteś dla mnie wszystkim i że nie chcę żebyś umarła?
Przygryzając wargę dziewczyna próbowała stłamsić szloch. Nie odpowiedziała mu, twierdząc, że tak będzie łatwiej. Po chwili usłyszała jak w Bartosz w pośpiechu opuszcza sypialnie, a następnie mocno trzaska drzwiami. Zrobił to o co chciała – wyszedł i dał jej święty spokój, jednak cisza panująca w ich mieszkaniu z każdą mijającą sekundą stawała się tak nieznośna w wytrzymaniu…

… ze snu obudziły ją ciche kroki na przedpokoju. Otwierając szerzej oczy spojrzała na cyfrową tarczę zegarka stojącego na nocnej szafce. 2.34. Siadając na łóżku próbowała przypomnieć sobie kiedy zasnęła. Po ostrej wymianie zdań z Bartkiem długo płakała nie mogąc się uspokoić, w końcu zmęczona ciągłym szlochem musiała usnąć i dopiero powrót Kurka do domu spowodował przebudzenie. Przecierając dłońmi oczy czekała, aż szatyn wejdzie do sypialni. Musiała z nim porozmawiać i przeprosić go za swoje zachowanie. Jeszcze kilka godzin wcześniej nie pragnęła niczego więcej niż chwili spokoju, jednak gdy Bartosz wyszedł i dał jej to czego chciała, samotność ją przytłoczyła. Dopiero leżąc samotnie w ich wielki łóżku zrozumiała, że swoimi przypuszczeniami raniła mężczyznę, który był dla niej w stanie zrobić dosłownie wszystko. Kochał ją jak wariat, a ona pochłonięta własną chorobą zapomniała, że miała w nim jedyne i prawdzie oparcie.
Leniwie podnosząc się łóżka zarzuciła na siebie pierwszy lepszy sweter wygrzebany z szafy. Chemioterapie nie przyniosły pożądanego skutku, a jedynie osłabiły jej odporność i dlatego lekarz kategorycznie nakazał jej uważać na wszelakiego typu przeziębienia, wirusy czy bakterie. W jej stanie z pozoru nawet niegroźny katar mógł przynieść ogromne konsekwencje.
- Bartek? – wychodząc z sypialni dziewczyna zapaliła światło w przedpokoju mając nadzieję, że zastanie tam siatkarza, jednak pomieszczenie było puste
Kierując się w stronę salonu poczuła nieprzyjemny powiew chłodu, który muskał jej odsłonięte nogi. Szczelniej opatulając się swetrem ruszyła przed siebie wiedząc już gdzie ma szukać narzeczonego. Uchylając szerzej drzwi prowadzące na niewielki balkon przez chwilę się zawahała widząc Bartka siedzącego na zimnych kafelkach. Przed chwila jeszcze tak pewna siebie Ania teraz zastygłą w bezruchu spoglądając na szatyna, który chowając twarz w dłonie cichutko łkał. Odkąd poprosiła go o zgolenie jej długich, blond włosów nie widziała, aby pozwolił sobie na chwilę słabości… aż do tego momentu.
Egoistka.
Przeżywając własne nieszczęście dziewczyna w ogóle nie liczyła się z Bartoszem, a przecież on też miał uczucia. Dla niej zrezygnował siatkówki – ze swojej największej pasji, a ona i tak zamiast być mu wdzięczna za to, że trwał przy niej w najgorszym momencie jej życia, była w stanie jedynie go ranić.
- Ania? Co ty tu robisz? – dostrzegając jej wątłą sylwetkę Kurek momentalnie się wyprostował i wierzchem dłoni przetarł mokre ślady łez na swoich policzkach - Przeziębisz się.
Chłodny wiatr wywoływał na całym jej ciele gęsią skórkę. Dziewczyna wiedziała, że nie powinna była narażać się na możliwość przeziębienia, ale nie mogła też zostawić Bartka. Podchodząc bliżej usiadła obok wtulając się w jego duże i silne ramiona.
- Tak bardzo cię przepraszam, Bartek.
- Za co? –  poczuła jak jej ciało zostaje zamknięte w jego ciepłym uścisku
- Byłam dla ciebie okropna, ale ja po prostu się boje.
Jego ciepłe wargi ostrożnie musnęły jej odsłonięte czoło.
- Wiem. I ja też się boję, tak cholernie przeraża mnie fakt, że mogę cię stracić.
- A jeśli amputacja też nie pomoże? Jeśli pojawią się przerzuty?
- A jeśli nie? Musisz pójść na operacje, skarbie. To jest twoja jedyna szansa, nasza jedyna szansa.
Wiedziała, że miał rację, jednak czarne scenariusz i tak pojawiały się w jej myślach. O co jeśli mimo całego wysiłku jaki włoży w walkę rak i tak nie odpuści?
Spojrzała nieufnie w lazurowe tęczówki Bartosza i nagle wszystko stało się dla niej jasne – będzie walczyć, nawet jeśli miałaby przegrać będzie miała satysfakcję, że nie poddała się bez walki. Zrobi to Bartka i siebie… zrobi dla ich wspólnej przyszłości.
- Zgodzę się na amputację, ale pójdziesz ze mną do lekarza, prawda?
Uśmiechając się delikatnie Kurek pokiwał głową na znak głowy. Mocniej przyciągając ją do siebie otoczył jej wątłe ciało swoimi ramionami dając tym samym wewnętrzne ciepło za którym tak tęskniła…

***
Przepraszam! Zawiodłam na całej długości. Po pierwsze dawno mnie tu nie było i nie mam nic na swoją obronę, po drugie jakość taka jak wyżej, a po trzecie mam coraz więcej zastrzeżeń do tej historii. Z początku miała ona wyglądać zupełnie inaczej,. Szczerze? Niejednokrotnie zastanawiałam się czy aby nie usunąć tego opowiadania, z odcinka na odcinka na odcinek wygląda to coraz gorzej i aż się boję, że całkowicie zwale końcówkę, którą od dawna już mam ułożoną w głowie. No, ale zobaczymy jak to będzie. Zostało już tylko 6 odcinków, może uda mi się to skończyć? Zobaczymy. A na razie mówię do zobaczenia na czas nieokreślony – sesjo letnia, witaj!


13 - I ja wiem, że on wie, że jestem niewierna.



Siedząc na skraju łóżka beznamiętnie obracałam na serdecznym palcu złoty pierścionek z małym, brylantowym oczkiem. Kiedy kilkanaście miesięcy wcześniej przyjmowałam go od Damiana obiecałam samej sobie, że nigdy nie zniszczę naszego związku. Blondyn był idealnym kandydatem na męża. Uroczy, zabawny, troskliwy, inteligentny, a do tego wszystkiego jeszcze bardzo przystojny – wszyscy w kółko powtarzali mi, że nie mogłam lepiej trafić, a ja naprawdę próbowałam w to wierzyć tylko, że moje serce miało własne zdanie, które bezapelacyjnie wygrywało z głosem rozsądku. Teraz było podobnie. Doskonale wiedziałam, że postąpiłam okropnie względem Damiana, ale nawet przez ułamek sekundy nie żałowałam tego co miało miejsce pomiędzy mną i Michałem. Było cudownie, zupełnie tak jak sobie to wyobrażałam i chociaż od tego czasu minęły już dwa tygodnie to ja nadal czułam na swojej skórze subtelne muśnięcia rozgrzanych warg Bąkiewicza. Ta jedna wspólna noc sprawiła, że moje zafascynowanie jego osobą przerodziło się w jakąś chorą obsesję. Za każdym razem gdy zamykałam powieki oczyma wyobraźni widziałam jego roześmiane tęczówki w których mieścił się cały mój świat; jego uśmiech przez który moje serce niebezpiecznie szybko biło i jego silne, męskie ramiona w których mogłabym tonąć aż do końca świata. Czułam się przy nim wspaniale jako kobieta i jakkolwiek brutalnie by to zabrzmiało to byłam pewna, że z Damianem nigdy nie będzie tak samo. Kochałam Michała i teraz nie mogłam się już przed tym bronić. Nie przeszkadzało mi nawet to, że przez te dwa tygodnie Bąkiewicz ani razu się ze mną nie skontaktował, nie napisał, nie zadzwonił. Pewnie większość osób uznałoby mnie za wariatkę, ale dla mnie nie miało do żadnego znaczenia. Wiedziałam, że w końcu zadzwoni… po prostu to wiedziałam.
W momencie gdy usłyszałam dzwonek swojego telefonu przestraszona lekko podskoczyłam na łóżku. W pośpiechu zgarniając komórkę z blatu stolika z nadzieją spojrzałam na wyświetlacz. Widząc na cyfrowym ekranie ‘ Damian dzwoni ‘ zrezygnowała pokręciłam głową. Odczekałam kilka sekund po czym biorąc głęboki wdech nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Halo? Kochanie, słyszysz mnie? 
Po drugiej stronie w prawdzie słychać było jakieś stłumione rozmowy jednak nie zagłuszały one słów Kornackiego.
- Anita? Halo, skarbie słyszysz mnie? Anita, halo?
- Tak słyszę Damian.  Wszystko w porządku? Już dotarłeś do mieszkania?
- Właśnie wychodzimy z lotniska, chciałem zadzwonić żebyś nie musiała się martwić. Lot odbył się bez żadnych ekscesów i jak tylko się trochę rozpakuje to zadzwonię do ciebie i wszystko ci opowiem, dobrze?
- Oczywiście.
- Kocham Cię, Anitka. 
Na mojej twarzy pojawił się gorzki uśmiech.
- Do usłyszenia później Damian.
Nie czekałam na reakcje blondyna i rozłączając się odrzuciłam telefon za siebie. W pewnym sensie cieszyłam się z faktu, że mój narzeczony wyjechał już do Sydney. Przez tyle miesięcy oszukiwałam go patrząc głęboko w jego błękitne tęczówki i wiedziałam, że prędzej czy później woreczek z moimi kłamstwami wysypałby się ukazując tym samym wszystkie moje przewinienia, a tego mimo wszystko wolałam oszczędzić Damianowi. On nie byłby na mnie zły, nie krzyczałyby na mnie, nie wyzywałby od najgorszych, tylko spojrzałby pełnym żalu wzrokiem, a ja właśnie tego najbardziej się obawiałam. Kornacki zawsze był przy mnie kiedy tego potrzebowałam. Byłam mu winna lojalność, ale gdy tylko w moim pobliżu znajdował się Bąkiewicz wariowałam. Siatkarz był moim nałogiem, najsłodszym z narkotyków od którego byłam uzależniona. Gdyby jeszcze tylko on czuł coś podobnego do mnie, wtedy nie wahałabym się ani sekundy i sama powiedziała Damianowi jaka jest prawda. Zraniłabym go to pewne, ale przynajmniej uwolniłabym i siebie i jego spod jarzma kłamstw pod którym znajdowaliśmy się od kilkunastu miesięcy.
Sama dokładnie nie wiedziałam ile czasu znajdowałam się w takim stanie, z moich rozmyślań wyrwał mnie dopiero dźwięk nadejścia SMS-a. Będąc przekonana, że to zapewne Damian zrezygnowana sięgnęłam po komórkę. Instynktownie wcisnęłam na klawiaturze przycisk ‘ Odbierz’ i dopiero wtedy spojrzałam na wyświetlacz. Z każdym kolejnym czytanym słowem moje serce coraz szybciej biło. ‘ Przyjedź do mnie. Zrobiłem kolacje, mam wino. Czekam. Michał. ‘ Na mojej twarzy mimowolnie pojawił się uśmiech. Wiedziałam, że w końcu napisze. Zaryzykował więc ja też musiałam. Nie zastanawiając się już ani sekundy dłużej ściągnęłam z palca pierścionek zaręczynowy i położyłam go na blat stolika stojącego przy łóżku. Podobno czego oczy nie widzą, temu sercu nie żal. To była moja szansa, moja i Michała… nie mogłam jej zmarnować…

TYMCZASEM
Pragnął jej. Wiedział, że postąpił nie fair w stosunku do Damiana, ale potrzeba jej bliskości było zdecydowanie silniejsza. Próbował się przed tym wzbraniać, zagłuszać, ignorować… na marne. Anita miała w sobie coś co nie pozwalało mu o niej zapomnieć. Te jej zielone tęczówki, urocze dołeczki w policzkach kiedy się uśmiechała, lekko zadarty nosek i pełne, kuszące wargi. Była zupełnie inna niż Natalia. Delikatniejsza, subtelniejsza, bardziej kobieca, młodsza. Wydarzenia ostatnich miesięcy sprawiły, że bardzo się do siebie zbliżyli. To nie była jeszcze miłość. Jego serce wprawdzie wariowało kiedy Markowska znajdowała się w  pobliżu, niemniej jednak nie było to jeszcze tak silne uczucie, o którym śpiewa się piosenki czy piszę książki. Zakochał się w narzeczonej swojego przyjaciela i nic nie mógł na to poradzić.
Kiedy Natalia go zostawiła zdawało mu się, że świat się skończył. W jednej, krótkiej chwili został pozbawiony wszystkiego tego w co tak mocno wierzył, czemu ufał.  Nic nie miało dla niego znaczenia. Pochłonięty własnymi problemami przestał o siebie dbać, czerpać z życia. I właśnie wtedy na jego drodze pojawiła się Anita. Z czasem zwyczajna znajomość przerodziła się w przyjaźń by w ostateczności doprowadzić do zauroczenia. Markowska fascynowała go. Czuł, że w głębi duszy dziewczyna zmaga się z jakąś tajemnicą, a on pragnął ją poznać. Chciał żeby mu zaufała.
Bąkiewicz, co ty najlepszego wyrabiasz?!
Przez te dwa tygodnie, które minęły od ich wspólnej nocy nie było dnia, żeby Michał o niej nie myślał. Jej roześmiane, zielone tęczówki uparcie siedziały w jego głowie i za każdym razem kiedy chociaż na chwilę przymykał powieki oczyma wyobraźni widział jej postać. Długie nogi, wąską talię, pełne piersi. Chciał znów poczuć ciepło jej ciała na swoim, uścisk wątłych ramion czy subtelny dotyk aksamitnej skóry. Gdyby to zależało tylko od niego już dawno porwałby ją w swoje objęcia i już nie puszczał, tylko, że był jeszcze Damian. Dopóki przebywał w Polsce Bąkiewicz starał się nie narzucać Anicie, wiedząc, że ich dziwne zachowanie nie uszłoby uwadze Kornackiego, ale teraz blondyn był już w Sydney. Mieście oddalonym od Bełchatowa o tysiące kilometrów, na drugim końcu świata. Anita została tu całkiem sama. Bezbronna i bezradna potrzebowała pewnego, męskiego ramienia, a on potrzebował jej.
Nie zastanawiając się wstał z miejsca, które zajmował i szybkim krokiem udał się do kuchni. Wyjmując z lodówki wszystkie produkty, które potrzebne były do przyrządzenia wyśmienitej kolacji, Bąkiewicz uśmiechnął się delikatnie pod nosem. Musiał zaryzykować. Wiedział, że dla Markowskiej może to być zupełnie nowa sytuacja, ale gdyby w tym momencie stchórzył nigdy by sobie tego nie wybaczył. Szybko radząc sobie z przygotowaniem potrawy wstawił ją do piekarnika i ustawił odpowiedni czas. Jedną część planu wykonał, teraz czekało go najważniejsze zadanie. Biorąc z kuchennego blatu swoją komórkę wystukał na jej klawiaturze krótką wiadomość: ‘Przyjedź do mnie. Zrobiłem kolacje, mam wino. Czekam. Michał ’.  Odnajdując w kontaktach numer Anity niezwłocznie wysłał do niej wiadomość. Teraz pozostało mu jedynie czekać na to, że dziewczyna również zaryzykuje…
… nerwowo obracając w palcach swoją komórkę Bąkiewicz co chwila zerkał na zegar wiszący na jeden z kuchennych ścian. Nie odpisała. W pewnym sensie mógł się tego spodziewać. Anita miała narzeczonego, razem z Damianem planowali wspólną przyszłość nic więc dziwnego, że odrzuciła jego propozycję. Zapewne dla niej była to tylko nic nieznacząca noc, przygoda, która nie powinna była mieć miejsca. A jednak mimo wszystko Bąkiewicz wciąż wierzył, że ona przyjdzie. Czuł to.
Z natłoku myśli wyrwało go ciche pukanie do drzwi. Niczym oparzony wstał z miejsca i zostawiając komórkę na kanapie udał się na przedpokój. Gdy w progu swojego mieszkania ujrzał Anitę na jego twarzy mimowolnie pojawił się uśmiech.
- Cześć, mogę?
Ubrana w ciemne rurki, długą tunikę i wiosenny płaszczyk w odcieniu beżu wydawała się jeszcze piękniejsza niż dotychczas. Jej długie, płomiennorude włosy opadały delikatnymi falami na ramiona, a usta potraktowane jedynie błyszczykiem tak bardzo go kusiły.
- Oczywiście, że tak. Wchodź. Czekałem na ciebie.
Przepuszczając ją w drzwiach  nie spuszczał z niej wzroku. Sposób w jaki się poruszała, zapach jej subtelnych perfum to wszystko działało na niego jak najsłodszy narkotyk.
- Tęskniłem. – obejmując jej wąską talię swoimi silnymi dłońmi przytulił ją mocno do siebie – Nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo.
- Ja też tęskniłam, Michał. – uśmiechając się dziewczyna ostrożnie muska swoimi wargami kąciki jego ust – Każdego dnia, każdej nocy.
Uśmiechając się odgarnął kosmyk jej rudych włosów, który opadały na jej czoło. Zachęcony jej uśmiechem złączył ich wargi w namiętnym pocałunku. Brakowała mu tego. Nie przestając jej całować jego dłonie sprawnie rozpinały guziki jej beżowego płaszczyka.
- A kolacja? Wino? – śmiejąc się dziewczyna rozpinała pasek przy jego spodniach  - Wystygnie.
- Najwyżej wszystko się odgrzeje. – zrzucając z niej płaszcz jego silne ręce niemal natychmiast powędrowały pod turkusową tunikę – Uwielbiam cię, wiesz? Uwielbiam…

***
No i zwaliłam wątek Michała. O ile Anity fragment poszedł mi w miarę szybko i przyjemnie, o tyle nad Bąkiewiczem zupełnie nie mogłam się skupić. A to wszystko przez sobotni mecz i te wszystkie akcje z Nim, Michałem W. i Mariuszem w roli głównej. Oj  było genialnie. Pisałam już kiedyś, że ich uwielbiam? Nie? To piszę to właśnie teraz. Uwielbiam ich. 
Chyba najwyższy czas wrócić na dobre, prawda? Następny odcinek za dwa tygodnie. Tuż przed FF, na którym notabene Skra na początku pokona Izmir, a następnie wyślę Trento z kwitkiem, czuję to. Pozdrawiam serdecznie. 


12 - Poczekaj na mnie, gdziekolwiek jesteś.



Opierając się wygodniej w fotelu kierowcy delikatnie przymrużyłam powieki. Im mniejszy dystans dzielił mnie od domu Michała tym więcej miałam wątpliwości co do słuszności podjętej przeze mnie decyzji. Nie powinnam byłam tu przychodzić, zwłaszcza teraz kiedy Damian musiał pilnie wyjechać do Warszawy. W mojej pamięci wciąż miałam żywy obraz sytuacji, która kilka dni temu miała miejsce w naszej kuchni. Wprawdzie do niczego nie doszło, ale już tak niewiele brakowało. Czułam jego ciepły oddech na swojej skórze i tak bardzo pragnęłam skosztować jego malinowych warg. Gdyby Damian wszedł do mieszkania o kilka sekund później zapewne byłby świadkiem naszego pocałunku, a mi byłoby piekielnie trudno to wszystko wytłumaczyć nie ujawniając uczucia jakim darzę Michała. I bez tego miałam sobie za złe, ze cały czas go oszukuje. Być może jego wyjazd do Australii coś zmieni. Pytanie tylko czy na dobre czy wręcz odwrotnie. Jakkolwiek dziwnie by to zabrzmiało kochałam ich obu. Damian był dla mnie taki dobry, opiekuńczy i troskliwy, że nie mogłam tak po prostu oznajmić mu, że to koniec. Doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że krzywdzę go takim postępowaniem, ale nic nie mogłam nic na to poradzić. Był jeszcze przecież Michał. W jego czekoladowych tęczówkach od dawna mieścił się cały mój świat i wiedziałam, że to tak łatwo nie minie, o ile w ogóle kiedykolwiek miałoby minąć. Byłam zakochana… beznadziejnie zakochana w Michale Bąkiewiczu.
Wzdychając głośno zrezygnowana spojrzałam na cyfrową tarczę samochodowego zegara. Mojego prawie dwudziestominutowego spóźnienia nie można było już nazwać taktownym, a całą sytuację pogarszał fakt, że większość tego czasu przesiedziałam w samochodzie zaparkowanym na podjeździe Bąkiewicza, zastanawiając się co powinnam była zrobić. Oczywiście mogłam włączyć silnik i odjechać, ale wtedy najzwyczajniej w świecie uciekłabym. Po raz kolejny.
Weź się w garść Anita!
Michałowi tak bardzo zależało, żebym przyszła. Jeszcze dzisiejszego ranka dzwonił do mnie, aby potwierdzić moją obecność. Jeśli w tamtym momencie nie miała odwagi, aby zrezygnować to teraz musiałam do niego iść. Pośpiesznie wyciągnęłam kluczyki ze stacyjki i pociągnęłam za klamkę. W momencie gdy zamykałam samochód drzwi wejściowe do domu Bąkiewicza otworzyły się, a w progu stanął sam gospodarz.
- No nareszcie! – ubrany w czarne dżinsowe spodnie i czarną koszule z długim rękawem wydał się być jeszcze przystojniejszy niż zwykle – Właśnie miałem po ciebie iść, tak długo siedziałaś w tym samochodzie, że bałem się, że coś złego się stało.
- Wszystko w porządku. – widząc troskę malującą się na jego twarzy kąciki moich ust mimowolnie unoszą się ku górze - Jestem cała i zdrowa.
- Rozmawiałaś z Damianem? Dojedzie później?
- Niestety nie. Musi zostać na weekend w Warszawie. Przeprasza, że sam nie zadzwonił, ale przez ten cały wyjazd nie miał do tego głowy.
- Oczywiście, że rozumiem. No nic, damy sobie radę sami, tylko wchodź szybko do środka bo jeszcze się przeziębisz.
Z uśmiechem kręcąc głową wyminęłam go, a zapach jego ulubionych perfum przyjemnie drażnił moje nozdrza. Może zbyt bardzo panikowałam, a ten wieczór wcale nie będzie taki zły…

… śmiejąc się radośnie mocniej zacisnęłam dłonie na szklanym kieliszku z winem. Było miło, bardzo miło. Michał idealnie wywiązał się z roli gospodarza: przyrządził przepyszną kolację, zadbał o nastrój i za wszelką cenę starał się aby z mojej twarzy nawet na krótką chwilę nie zniknął uśmiech. Opowiadał zabawne anegdotki z życia Skry czy reprezentacji, żartował i był przy tym tak niezwykle swobodny, że jego dobry nastrój udzielił się również i mi. O ile z początku czułam się nieco skrępowana, o tyle teraz całkowicie dałam się ponieść nastrojowi stworzonemu przez Bąkiewicza. Siedząc obok bruneta niczym zaczarowana wpatrywałam się w jego roześmiane tęczówki. Wydarzenia ostatnich miesięcy niejednego twardziela mogłyby doprowadzić na skraj rozpaczy, ale nie jego. Bez zwątpienia musiało być mu ciężko, ale mimo wszystko teraz powoli dostrzegałam w nim tego samego roześmianego, spontanicznego i roztrzepanego Michała, którego pięć lat temu pokochałam do granic szaleństwa.
- Michał proszę cię przestań. – odstawiając na blat stolika kieliszek z alkoholem czułam na sobie czujny wzrok siatkarza – Brzuch mnie już boli od śmiechu.
- Ale to źle? – lekko wzruszając ramionami brunet przybliżył się do mnie o kilka centymetrów – Lubię patrzeć jak się śmiejesz. Masz taki piękny uśmiech, wiesz?
- Michał.– zmieszana spuściłam wzrok – Przesadzasz.
- Mówię prawdę, Anita. Masz cudowny uśmiech, wspaniałe zielone oczy, uroczo zadarty nosek i kuszące usta. – z każdym jego słowem moje serce coraz szybciej bije, a dłonie nerwowo gładzą kolana – Jesteś taka piękna. – gdy jego smukłe palce niepewnie ujmują mój podbródek wstrzymuje oddech – Najpiękniejsza.
Zmusił mnie abym spojrzała w jego czekoladowe tęczówki. Był tak blisko mnie. Od zawsze marzyłam o tej chwili, a tymczasem teraz kiedy moje najskrytsze marzenia urzeczywistniały się nie byłam w stanie wykonać chociażby najmniejszego ruchu.
- Co byś zrobiła gdybym cię teraz pocałował? – Bąkiewicz przybliżył się do mnie na tak bliską odległość, że czułam na swojej skórze jego ciepły oddech – Na początku delikatnie musnął policzek, następnie wargi. – mówiąc czubkiem placów wskazywał drogę swoich ust na mojej skórze – Potem zszedłbym niżej na szyję, dekolt…
Odchylając głowę przymrużyłam powieki. Wiedziałam, ze nie powinnam była pozwolić wplątać się Michałowi w tą grę, ale jego szept połączony z subtelnym dotykiem aksamitnej skóry działał na mnie niczym narkotyk. Pragnęłam go. Chociaż ten jeden raz chciałam poczuć ciepło jego ciała przy swoim i zupełnie nie przejmowałam się konsekwencjami. Nie myślałam o Damianie, o naszym narzeczeństwie czy planowanym w przyszłości ślubie.
- Kochaj się ze mną, Michał. – obejmując dłońmi jego szyję przysunęłam się jeszcze bliżej niego - Kochaj mnie.
Nie musiałam już nic więcej mówić. Gdy jego ciepłe usta musnęły moją szyję zadrżałam uświadamiając sobie, że to dzieję się naprawdę. Oddychając płytko pozwoliłam mu przejąć całkowitą kontrolę nade mną i moim ciałem. Liczyło się tylko to co było tu i teraz… liczył się tylko on…

TYMCZASEM
Otwierając szerzej drzwi Bartek z czułością spojrzał na Anię. Była taka blada i smutna. Jej oczy niegdyś promieniejące blaskiem teraz wydawały się pozbawione jakiegokolwiek wyrazu. Pierwsza chemioterapia doszczętnie ograbiła ją z sił. Niepewnym krokiem wchodząc do wnętrza mieszkania blondynka posłała w jego kierunku wymuszony uśmiech.
- Jak się czujesz? – zamykając za nimi drzwi szatyn nawet na chwilę nie spuszczał dziewczyny z oczu
- Jestem trochę słaba, ale zaraz trochę odpocznę i będzie dobrze.
- Może położysz się na chwilkę, a ja przez ten czas przygotuje ci dobrego do jedzenia. Pewnie masz już serdecznie dosyć tego szpitalnego jedzenia.
Kiwając delikatnie głową Ania bezwładnie opadła na kanapę stojącą w salonie. Biorąc głęboki wdech Kurek zajął miejsce obok niej. Serce mu się krajało kiedy widział ukochaną kobietę w takim stanie. Podstępna choroba powoli i sukcesywnie niszczyła Anie, a on mógł być jedynie biernym obserwatorem, nic więcej.
- Boje się, Bartek. – jej cichy szept przerwał cisze, która powoli zaczynała im ciążyć – A co jeśli to nic nie pomoże?
- Nawet tak nie myśl. Słyszałaś co mówił lekarz, czasem nawet jedna chemioterapia potrafi zniszczyć komórki nowotworowe.
- Mówisz to tak jakbyś był tego pewny.
- Bo jestem. – jego silne dłonie ostrożnie obejmują jej drobną twarz – I ty też musisz w to uwierzyć.
Po raz pierwszy od dłuższego czasu na jej zmęczonej twarzy pojawił się prawdziwy uśmiech.
- Pójdę się troszkę odświeżyć, a ty w tym czasie zrobisz mi swoje naleśniki?
Śmiejąc się radośnie Kurek energicznie przytaknął. Blondynka w pośpiechu muskając swoimi wargami jego usta udała się w stronę łazienki. Odprowadzając ją wzrokiem szatyn z uśmiechem pokręcił głową. Ociężale wstając z miejsca skierował swoje kroki do kuchni. Choroba Ani zmieniła również i jego. Dawniej spontaniczny, roztrzepany, czasem wręcz dziecinny Bartek teraz spoważniał, wydoroślał , stał się bardziej odpowiedzialny. Przestał patrzeć na świat przez perspektywę swoich indywidualnych potrzeb. W tym momencie liczyła się tylko Ania, nic poza tym. Ona musiała wygrać z chorobą. Nawet na krótką chwilę nie mogła przestać wierzyć w sukces, w innym przypadku leczenie nie miałoby żadnego sensu.
Nucąc pod nosem swoją ulubioną piosenkę siatkarz wyjął z lodówki wszystkie produkty potrzebne do zrobienia naleśników. Już miał zacząć przygotowywać ciasto, kiedy z łazienki dobiegły go niepokojące odgłosy. Dźwięk tłuczonego szkła sprawił, że od razu sparaliżował go strach. Rzucając wszystko chłopak na miękkich jak wata nogach pobiegł do pomieszczenia w którym znajdowała się jego dziewczyna.
- Aniu, co tam się stało?! Wszystko w porządku?! Aniu?! Anka?!
Brak jakiejkolwiek odpowiedzi ze strony dziewczyny zmusił Kurka do szybkiej reakcji. Gwałtownie ciągnąć za klamkę siatkarz wtargnął do łazienki. Widząc blondynkę, która entuzjastycznie szukała czegoś w szafkach poczuł ogromną ulgę.
- Przestraszyłem się kiedy usłyszałem tłuczone szkło. Chyba jestem już przewrażliwiony. Czegoś szukasz?
Nie odpowiedziała, bez słowa wyrzucała z szafki kolejne rzeczy.
- Ania? Co się dzieje?
Dopiero teraz jego wzrok powędrował na brzeg zlewu, na którym znajdowały się dwie dość sporej wielkości kupki jej długich, blond włosów.
- Skarbie?
Chciał do niej podejść jednak w tym momencie dziewczyna gwałtownie się wyprostowała. Dopiero teraz był w stanie dostrzec łzy, które spływały po jej bladych, zapadniętych policzkach.
- Skarbie ja…
- Bartek zrób coś z nimi. – przerywając mu blondynka wyciągnęła w jego stronę elektryczną maszynkę do golenia
- Ania o czym ty mówisz?
- Ja nie chcę patrzeć jak one garściami mi wypadają . Zgól mi je wszystkie.
- Ja? Ja nie mogę.
- Bartek zgól mi te włosy! – jej głos z początku tak słaby teraz stał się niezwykle stanowczy – Proszę.
Biorąc od niej maszynkę nie miał odwagi, aby spojrzeć jej w oczy. Podłączając urządzenie do prądu ustawił je na odpowiednią funkcję w duchu modląc się, aby Ania zrezygnowała ze swojego pomysłu. Ale ona milczała. Siadając na brzegu wanny mocno zacisnęła powieki, jednak mimo to łzy nadal wydostawały się na zewnątrz. Drżącymi rękoma szatyn wyłączył maszynkę i przystawił jej do skroni. Jeden ruch i pasmo blond włosów opadło na zimne kafelki. Jeszcze jeden ruch… i jeszcze jeden… i kolejny. Wszędzie znajdowały się kosmyki włosów zroszone złami… ich łzami…

***
Powroty są ciężkie. Tak dawno zbierałam się w sobie, żeby coś napisać, ale za każdym razem po kilku linijkach przerywałam. Z jeden strony to zabawne, że plan, który wcześniej tak skrzętnie układałam, teraz całkowicie się nie sprawdził. To miało wyglądać zupełnie inaczej, a wyszło tak jak zwykle. I niby mam jakiś pomysł na następne części, jednak pewnie znając mnie i tak zrobię to nie tak jak być powinno. No, ale już Was nie zanudzam. 

Dziękuje za to, że wierzycie we mnie do końca. Postaram się Was nie zawieść. Pozdrawiam